czwartek, 14 sierpnia 2014

Epilog - „Wracamy do domu”

Pozostałe dni minęły w niecierpliwym oczekiwaniu na ich powrót do domu. Gdy wreszcie nadszedł ten dzień, odliczałam minuty do oficjalnego przylotu.
- A niby to ja jestem niecierpliwa... - westchnęła Sara, widząc mnie nerwowo zerkającą w zegarek.
- Bo Ty nie wyczekujesz jego powrotu z niecierpliwością - sarknęłam w odpowiedzi.
- Też się nie mogę doczekać - i jak na zawołanie rozbrzmiał się mój telefon.
~ Monachium wita! ~ zawołał radośnie.
- Już mamy jechać?
~ Co to za pytanie? Czekamy na Was! ~ na mojej twarzy rozkwitł szeroki uśmiech.
- Za jakieś piętnaście minut jesteśmy - po ostatnim słowie się rozłączyłam.
- Kierunek lotnisko? - spytała retorycznie. Podniosłam się z krzesła i zgarnęłam kluczyki z szafki, jednocześnie ubierając buty. Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do auta Holgera.
Na lotnisku byłyśmy dziesięć minut potem. Chwilę zajęło nam szukanie chłopaków, ale udało się. Pewnie gdyby Sara się nie odezwała, to nawet by nas nie zauważyli.
- Tak bardzo się stęsknili za nami! - fuknęła, krzyżując dłonie na piersiach. Chcąc udać urażoną także to uczyniłam.
- Oj Saruś.. - Mandzu podszedł do niej i pochylił się nad nią, składając słodki pocałunek na jej ustach. Holger stanął przede mną i przytulił mnie na powitanie.
- Tęskniłem - szepnął mi na ucho. Zarzuciłam mu ręce na szyję. Nawet udawanie obrażonej na niego mi nie wychodziło. - Ibiza się udała? - zachichotał.
- A Wasz zakład jak poszedł? - odparłam mu pięknym za nadobne. Zaśmiał się i odwrócił w stronę Mandzukicia, który dalej całował się z moją przyjaciółką.
- My przebrnęliśmy, gorzej z Xherdanem, bo spękał... Skoro się udało, to możemy... - urwał, uśmiechając się zadziornie.
- Najpierw wróćmy do domu - cmoknął mnie delikatnie w usta i opuścił jedną rękę.
- Tee, państwo Mandzukic! - odsunęli się od siebie, a na twarzy dziewczyny zakwitł lekki rumieniec. - Wracamy do domu.
***

Minęły trzy miesiące, w trakcie których za dużo to się nie działo. No może to, że Bartka odesłali do Polski, gdzie miał proces, w którym wszystko wyszło na jaw. Moje porwanie, pobicie się z Holgerem (o dziwo obyło się bez afery na pół Europy) i groźby kierowane pod moim adresem. Skazali go na pół roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat, a dodatkowo dostał dożywotni zakaz zbliżania się do mnie. Nawet się go trzyma.
A co u nas słychać? A dobrze. Zachowujemy się tak, jakby tamte lata rozłąki nie miały miejsca.
Zuza związała się z Xherdanem. W sumie już po kilku dniach od przylotu chłopców z Doha, widziałam ich trzymających się za ręce. Przez to zrozumiałam, o co chodziło Holgerowi z tym, że Xherdan "spękał", haha.
Sara poświęciła się swojej pasji i otworzyła studio fotograficzne, które świetnie się prowadzi. Także bardzo dobrze układa się jej z Mandzukiciem.
A ja? Holger przekonał mnie, bym podjęła pracę dla fcb.tv . Była to dobra decyzja, chłopcy uwielbiają przeprowadzać ze mną wywiady. Jeżdżę z nimi na praktycznie każdy mecz wyjazdowy, więc Holger nie narzeka, że nie mam z kim spędzać czasu, gdy jest poza domem.
Staram się utrzymywać z ciocią z Polski. Po moim wyjeździe relacje z nią uległy poprawie, częściej ze sobą rozmawiamy. Może i przez telefon, ale rozmawiamy.
Każde z nas jest zadowolone. Czego chcieć więcej?

_______________________________
A oto epilog.

2.02.2014 - 14.08.2014 r. Cztery miesiące i dwanaście dni. Odjąć dwa okresy, kiedy to nie publikowałam postów. Łącznie 50 dni (nie, nie liczyłam, haha:):) ) 209 komentarzy, 3,539  wyświetleń (jak na chwilę obecną, kiedy to oddawałam ten post Wam do przeczytania) Wzloty i upadki, ale warto było. Kolejny blog, przy którym pamiętam, jak to wpadł na niego pomysł i tytuł, haha, dzięki tata :p XD Przy każdym blogu oddaję część siebie, ten nie jest wyjątkiem.

Jagódko kochana, tu nie będzie Holgiego/Lenki Juniorka ;) Ale nie martw się, jak go pisałam, to też chciałam wplątać maluszka :3

Chcę Wam niezmiernie podziękować za trwanie ze mną przez ten czas. Za to, że czytałyście i komentowałyście moje wypociny. Może będziecie chciały mnie zabić, a może nie? Nie wiem, zależy to TYLKO od Was :)

Dziękuję, kocham Was <3

Dominika, którą znajdziecie teraz na Mit liv, mine valg i Kaempf und ein Gewinner sein oraz na blogach, które planuję

Pożegnajcie się z tymi przystojnymi panami, może z niektórymi się jeszcze zobaczymy w niedalekiej przyszłości! :)








czwartek, 7 sierpnia 2014

Dwudziestka jedynka - „Zakochał się nam” - ostatni

*Lena*
Chciałam wysłać mu wiadomość, byśmy się spotkali przy rynku. Sara się sprzeciwiła, twierdząc, że same nie damy rady. Poradziła mi, bym udała się z tym na policję. Zarzekła się, że będzie mi towarzyszyć, a jakby co, to nawet i złoży swoje zeznania.
- Sama z chęcią bym go załatwiła - mruknęła, gdy kierowałyśmy się na komisariat. 
- Się nie zapędzaj, bo jeszcze i Tobie coś się stanie. 
- Tak we mnie wierzysz - fuknęła, zakładając ręce na piersi. 
- Wierzę no, ale nie chcę by Ci się coś stało przeze mnie.
- Przyznaj, nie wierzysz we mnie. 
- Sara... - zaczęłam, na co oberwałam w ramię. - I tak mnie kochasz.
***

Po wizycie na komisariacie i złożeniu zeznań za radą funkcjonariuszy, miałam się z nim spotkać. Oczywiście będę pod ich czujnym okiem, a ci mają go złapać. Sarze trochę przeszło, ale nadal miała mi za złe to, że w nią nie wierzę. Nie rozumiałam tego, że się o nią martwię, bo on jest nieobliczalny i może jej także wyrządzić krzywdę... Od razu przypomniał mi się wieczór w Gdańsku, kiedy to bił się z Holgerem... 
- O której masz się z nim spotkać? - spytała.
- Szesnasta - odruchowo spojrzałam na zegarek. Kilkanaście minut po trzynastej. 
- Chcesz coś porobić w międzyczasie?
- Nie wiem... A Ty masz jakiś pomysł?
- Może coś obejrzymy? - zasugerowała, a ja jej przytaknęłam. Polka podeszła do szafki z filmami i wyciągnęła jeden z nich. - Co powiesz na ten? - trzymała w ręku opakowanie od Skyfall'a.
- Może być. Pójdę zobaczyć, czy zostało jakieś niezdrowe jedzenie - zachichotałam, przechodząc do kuchni. Przegrzebałam chyba każdą szafkę w pomieszczeniu, by znaleźć raptem dwie paczki żelek i słoik Nutelli. Wróciłam ze "zdobyczami" do przyjaciółki i przysiadłam się obok niej.  Wcisnęła 'play' i przed naszymi oczami ukazała się czołówka.
***

Film skończył się na jakieś czterdzieści pięć minut przed planowaną akcją. Wzięłam prysznic i przebrałam się. Trzydzieści minut potem byliśmy już przed lokalem, po chwilę zajechali policjanci, którzy mieli go ująć.
- Poczekasz tu na mnie, prawda?
- Jasne, przecież wiesz. Jakby co, to potem się z nim policzę - dodała, na co przewróciłam oczami. Ktos puknął w szybę. Był to jeden z komisarzy. Opuściłam szybę i wsłuchałam się w to, co ma mi do zakomunikowania:
- Proszę nie zwracać na nas uwagi. Kiedy przyjdzie pora, wkroczymy do akcji.
- Dobrze - odparłam, a ten oddalił się i wszedł do środka wraz z drugim mężczyzną. - Na mnie też czas.
- Dasz radę, wierzę w Ciebie - przytuliła mnie do siebie.
- Dzięki - cmoknęłam ją w policzek i wysiadłam z pojazdu.
Weszłam do środka. Przy barze zauważyłam policjantów. Delikatnie skinęłam głową i zajęłam miejsce przy jednym ze stolików. Nie było za dużego ruchu, mimo szczytu upalnego dnia. Kilka minut później drzwi się otworzyły, a w nich stanął mój były. Z uśmiechem wymalowanym na twarzy podszedł do mnie i zajął miejsce przy stoliku.
- Cieszy mnie to, że wyraziłaś chęci spotkania się ze mną.
- Chce tylko wiedzieć, czemu mieszasz się w moje życie.
- Ja się nie czepiam. Po prostu jestem pewien, że powinnaś je ze mną dzielić, a nie z tym piłkarzykiem.
- Nawet tak na niego nie mów - syknęłam.
- Niby dlaczego? Zajmujesz się dziennikarstwem, wiesz, ilu piłkarzy zdradza swoje dziewczyny. Myślisz, że on jest taki święty?
- Nie będziesz go oczerniał! A na pewno nie przy mnie! - podniosłam się  z krzesła z zamiarem wymierzenia mu siarczystego policzka. Niestety nie udało mi się, bo z łatwością mnie powstrzymał, chwytając moje nadgarstki w swoje ręce.
- I tak będziesz ze mną. Już tego dopilnuję - przycisnął mnie do ściany, próbując mnie pocałować, jednak to policja była szybsza i w porę go powstrzymała.
- Jesteś zatrzymany pod zarzutem naruszania prywatności pani Losensky - rzekł jeden z nich po angielsku, by ten frajer mógł go zrozumieć.
- Ty suko! Nasłałaś na mnie psy?! - wrzeszczał, chcąc im się wyrwać, jednak mało skutecznie. Sprawnie wyprowadzili go z lokalu. Ja także wybiegłam, kierując się do samochodu, przy którym stała moja przyjaciółka. - Jeszcze mnie pożałujesz!
- Żebyś zaraz Ty nie pożałował! - krzyknęła Sara, mierząc go wrogim spojrzeniem. Wtuliłam się w nią, by pohamować jej wojownicze zapędy. - Nawet nie wiesz z jaką chęcią obiłabym mu ten ryj.
- Nie Saruś, nie. Jedźmy już do domu, proszę - lekko mnie ścisnęła, by po chwili puścić, byśmy stąd jak najszybciej odjechały. Powinnam mieć już chyba spokój. Nareszcie.


*Holger* 
Lena zadzwoniła do mnie z samego rana.
~ Mam wspaniałą wiadomość! - pisnęła podekscytowana.
- Mów, szybko, o co się rozchodzi - mruknąłem, bo połowa towarzystwa z mojego pokoju jeszcze spała.
~ Złapali Bartka! Nie obędzie się bez procesu, ale najważniejsze, że się odczepi!
- Jak? Kiedy?
~ Wczoraj. Za poradą Sary poszłyśmy po tym SMS'ie na policję, a oni po niewielkiej akcji w kawiarni go czapnęli.
- Cudowna wiadomość!
~ A teraz słuchaj, bo to mnie rozbroiło... Policja wyprowadza Bartka, przed lokalem czekała Sara... Jak go zobaczyła, to miała się na niego rzucić! I gdyby nie ja, to chyba by trafił do aresztu z poobijaną twarzą ~ zaczęła się śmiać, ja podobnie. Shaqiri z głośnym jękiem obrócił się na drugi bok.
- Ups, obudziłem Xherdana.
~ To Wy jeszcze śpicie?
- Tylko Shaq. Siedział do późna i debatował z Zuzą na balkonie. - spojrzał na mnie zaspany. - Myślisz, że nie wiemy? - zwróciłem się do niego, a ten pokazał mi język.
~ A to podrywy na obozie!
- Teee, przestańcie mnie lepiej obgadywać! - fuknął.
- Dobra... Ja na razie kończę, udobrucham go jakoś. Pa, kocham Cię.
~ Ja bardziej, papa ~ rozłączyła się.
- Mogłeś chociaż pójść do innego pomieszczenia. Też zacznę Cię obgadywać... Mario! - zawołał na widok Mandzukicia, który wszedł do pokoju.
- Nie, najpierw ja muszę mu coś powiedzieć...
- Niby co? - zapytał, podchodząc do łóżka.
-Ty to lepiej nigdy nie zostawiaj Sary - wybuchłem śmiechem. 
- Niby dlaczego miałbym to robić? 
 - Bo jak to zrobisz, to wiedz, że za długo nie pożyjesz - nie mogłem się przestać śmiać. 
- Z Tobą to wszystko dobrze? - spojrzał na mnie jak na człowieka urwanego z innej konstelacji. 
 - Sorka, ale to nie moja dziewczyna ma bitewne zapędy. 
- Zaraz, co? Z kim i dlaczego chciała się bić? - spróbowałem się opanować i powiedzieć mu o tym, czego sam się dowiedziałem. 
- Policja złapała Bartka - rzekłem, raptownie się uspokajając.
- Co ma jedno do drugiego? 
- Jak Sara go zobaczyła, to o mały włos się na niego nie rzuciła - Shaqiri nie wytrzymał i zaczął się tarzać po podłodze.
- To ja nie wnikam co się dzieje u Was w łóżku! - powiedział w przerwach na łapanie powietrza. 
- Ja Ci się nie mieszam w relacje z kobietami, więc zamknij twarz i się ogarnij. Zaraz Zuza ma przyjść - jak na zawołanie wstał i zaczął się poprawiać. - Widzisz? Wystarczy mu o niej napomknąć i od razu się uspokaja. Zakochał się nam. 
- Oj tam, no i co? Macie dziewczyny, to i ja też mogę mieć, prawda? 
- No tak, nikt Ci tego nie zabroni.


_________________________
Tak więc jak widać po tytule rozdziału, jest to ostatni rozdział tego bloga :) 

To były wspaniałe cztery miesiące, które spędziłam na jego pisaniu. Chociaż jego początki były smutne, to wszystko kończy się szczęśliwie. To chyba dobrze, prawda? 

Teraz będę się skupiać na blogu o Sarze, bo ten o Holgim i Pączku mam już napisany do końca, tylko trzeba pozostałe posty opublikować :):) Gdy skończę oba blogi, zacznę pisać kolejny, a jaki to będzie? Zobaczymy. 

Podziękowania będą w kolejnym i ostatnim poście :)



Eh, Nasze kochane trio z bloga, którego w rzeczywistości zostało 2/3.... :( 

czwartek, 31 lipca 2014

Dwudziestka - „Twoje dobro jest ważniejsze” + ważna notka no.2

*Lena*
Pierwsze dni po jego wyjeździe mijały spokojnie. Pokazywałam Sarze najciekawsze miejsca w Monachium, o których istnieniu nie wiedziała. Holger dzwonił w każde popołudnie, ze względu na kilkugodzinną różnicę , wina różnych stref czasowych.
Niby wszystko wydawało się idealne, gdy nagle coś zaburzyło ową harmonię...
"Pięknie wyglądasz w tej sukience;* B" 
taką wiadomość otrzymałam, gdy spędzałam czas z przyjaciółką w jednej z najlepszych kawiarni w mieście. Przeraziłam się, znowu napisał. Chyba dałam mu do zrozumienia, by dał mi spokój!
- Lenka, co jest? - spytała, widząc moją twarz przeszytą strachem. Odwróciłam telefon, a jej wzrok skupił się na wyczytaniu treści wiadomości. -  Co? Jak to?
- Myślisz, że ja wiem? Jakim cudem mnie namierza?
- Csi, spokojnie - próbowała mnie uspokoić. Na próżno. Jeszcze jak na złość ktoś do mnie dzwonił. Ah, Holger. - Mam z nim pogadać?
- Nie! Nawet nie zawracaj mu tym głowy, ma ważniejsze rzeczy na głowie.
- Ale powinien o tym wiedzieć. I o tym, że jesteś bezpieczna.
Moja ulubiona piosenka przestała grać, co znaczyło, że zakończył to połączenie. Ewentualnie ktoś odebrał mój telefon.
- Hej Holgi, tu Sara - usłyszałam. Czyli odebrała... - Spokojnie, jest obok... Dobrze, już Ci ją daję... I tak wiem, że mnie nie lubisz - sarknęła, podając mi telefon.
- Ehm... Cześć kochanie - szepnęłam do słuchawki.
~ Lenuś... Co się stało? - zamiast się ze mną przywitać, to woli się pytać, co się dzieje...
- Nie, nic...
~ Mnie nie oszukasz.
- Nie chcę Cię martwić, jesteś na obozie, masz ode mnie odpocząć, a nie.
~ Lena, Twoje dobro jest ważniejsze niż trening! Co się stało?
- Bartek...
~ Znowu? Niech ja tylko wrócę, to go znajdę i..
- Nie, Holger. Proszę.
~ Nie życzę sobie, żeby jakikolwiek frajer mieszał się w życie mojej dziewczyny. Zostaw to mi, tydzień i jestem w domu.

*Holger*
Jakby tego było mało, to on znowu wrócił. Nie dość, że w Polsce się nauprzykrzał, to jeszcze i tu nie daje jej spokoju... Jak tylko wrócę, a on napatoczy mi się na drogę... Nie chciałbym być w jego skórze wtedy...
- Ojoj, co taka skwaszona mina? - spytał Mandzu. - Już pękasz?
- A ten tylko o tym zakładzie... Martwię się o Lenę.
- Co z nią? - przybrał poważny ton.
- Twierdzi, że jej były jest w Monachium.
- Spokojnie... Jest z nią Sara, będzie dobrze.
- Jakby Sara miała tak, to byś inaczej gadał.
- Nie wiem... - urwał, lustrując widok wkoło. - Chodź, obiad - mruknął, widząc ruch przy stołówce,
To dziwne, ale... Mam przeczucie, że coś się stanie. Coś, czego nie chcę... Oby jednak to nie nadeszło...

*Lena*
Szybko opuściłyśmy kawiarnię i wróciłyśmy do mojego domu.
- Lena, co Ty robisz?! - spytała, widząc moje poczynania.
- Jak to co? Szykuję się do realizacji najbardziej szalonego planu w moim życiu...
- Chyba żeś oszalała! 
- Nie tyle co on... Siadaj i słuchaj mój plan... 

______________
Nie wiem co to jest, nawet mnie nie pytajcie. Za Wami praca ostatnich kilkunastu dni. Plus nowy blog, haha :):) ale o nim nie teraz, może kiedyś Wam go przedstawię (chyba że wpadniecie na moją podstronę ze spisem wszystkich blogów [tam na górze po lewo przy wszystkich stronach jest]). 

Zastanawia mnie teraz to, jak po wakacjach będzie wyglądać publikacja nowych rozdziałów przeze mnie... Od września idę do liceum, pora bym skupiła się na nauce, bo co jak co, ale z życia marzeń nigdy nie zrezygnuję, a jednocześnie nie chcę zakończyć mojej przygody z bloggerem, bo za bardzo się w to wciągnęłam, a nowe pomysły dość często przychodzą :):) Więc tak: od września będę prowadzić jeden blog (tylko najpierw doprowadzę do końca ten o Holgerze i Mario) a po jego zakończeniu wezmę się za drugi. Idziecie na to? 

P.S. Kocham pisać o Holgerze, w sumie najlepiej mi to wychodzi, więc 3/4 tych planowanych blogów są z Nim w roli głównej :p 

P.S.2 Co do nowego rozdziału... Spróbuję napisać go jak najszybciej i postaram się, by był dłuższy, niż to coś na górze :):)

  
Pora odbyć rozmowę z Holgerem na temat Jego włosów, bo jak Robben wygląda i wszyscy, których znam tak na Niego mówią, hah XD

 

sobota, 12 lipca 2014

Ważna notka!!

Jest mi niezmiernie przykro, ale na najbliższy czas ten blog zostaje zawieszony. Wena zamiast zostać ze mną, to wolała wraz z Leną i Sarą wybyła na Ibizę i jest otoczona "fajnymi, umięśnionymi i napalonymi murzynkami" hehe.
Ale na poważnie.
Z tego bloga chyba serio uciekła i przeniosła się na inne blogi (między innymi dzięki temu powstaje "Erste Blick, Erste Kuss und ich war direkt verliebt..." ale to nie dziś o nim mowa)
Wczoraj zaczęłam ankietę, strasznie krotką, bo na tydzień, ale jak się spodziewałam, prowadzi blog o Holgerze i Pączku :3 Więc to go dla Was zaczynam :)) (nie martwcie się, za długi on nie będzie)
A, bo jeszcze zapomnę. Jak tylko wróci mi wena na ten blog, to będę go od razu pisać! :) (tylko najpierw niech wróci, bo mnie zabiją)
A więc: serdecznie zapraszam Was na bloga z Mario Goetze i Holgerem Badstuberem w rolach głównych, prolog już w poniedziałek :))



A teraz idę szykować Suareza na Wasze komentarze :v XD

P.S. Dziękuję za ponad 3k wyświetleń <3 :*

poniedziałek, 7 lipca 2014

Dziewiętnastka - „Spodobał Ci się”

*Lena*
Następne minuty, a potem godziny przeznaczałam na zapominanie o wiadomości od byłego. Pomagało mi to, że ten grill nadchodził wielkimi krokami,a  trzeba było wszystko zorganizować od podstaw. Było to plusem, że nie było chwili na myślenie. Mimo tego, zawsze znaleźliśmy z Holgerem chwilę dla siebie... Nawet na kilka minut przed rozpoczęciem 'przyjęcia'...
- Jak ja wytrzymam te dwa tygodnie bez Ciebie? - jęknął, gdy przyciskałam swoje usta do jego szyi. Moje ciało zdobiło kilka takich 'błyskotek', więc dlaczego nie miał prawa mieć jednej takiej u siebie?
- Odpoczniesz sobie ode mnie, a nie. - mruknęłam ostatni raz cmokając nowo powstałą malinkę.
- Nie chcę od Ciebie odpoczywać, skoro niedawno Cię odzyskałem.
- Tak tylko mówisz... - gwałtownie urwałam, bo rozległ się dzwonek do drzwi.
- Skądże znowu. - musnął moje usta swoimi i odsunął się ode mnie, by zniknąć w ogrodzie. Ja ruszyłam otworzyć gościom.
Pierwszymi z przybyłych byli Hoeness, Gerland i Heynckes, a tuż za nimi majaczyły postaci pierwszych piłkarzy: Rafinhy i Javiego Martineza.
Imprezę czas zacząć...





*Holger*
Lena chyba zapomniała o tym SMSie od tego.. Jak mu tam... A dobra, zresztą nie ważne. Liczy się to, że o nim nie pamięta.
Nie mogłem jej zabrać ze sobą do Doha, by jakoś się rozerwała, a tak to zostaje w domu... Ale na szczęście nie sama. Sara też zostaje. Na pewno coś sobie zorganizują, w końcu trochę się znają.
Przyjęcie trwało w najlepsze. Zgromadzeni porozdzielali się w drobne grupki i zawzięcie debatowały ze sobą na różne tematy. Jedną z takich "grupek" stanowiły: Lena, Sara, Xherdan i Mandzukić, który do nich zdążył dołączyć. Siedziałem wraz z Zuzą i dyskretnie ich obserwowałem. Z czasem zauważyłem, że Muellerówna też im się przygląda. Chociaż czy aby na pewno im?
- Spodobał Ci się. - mruknąłem do niej, a ta spojrzała na mnie, jak na człowieka z innej konstelacji. - Mówię o Shaqu.
- Jest sens kłamać?
- Nie ma, przede mną tego nie ukryjesz.
- No dobra... Spodobał mi się. A w dodatku zaprosił mnie na kawę. Zadowolony?
- I to bardzo. - wyszczerzyłem się jak głupi. - Wiesz, że mogłaś mi powiedzieć. A przy okazji i pochwalić.
- Nie było okazji.. A poza tym masz Lenę.
- Ale nadal jesteś moją przyjaciółką. - przytuliłem ją do siebie. - Zawsze z chęcią wpadnę do Ciebie na ploteczki - zaśmialiśmy się, po czym po chwili spoważniałem. - Ale na poważnie. Zawsze możesz zadzwonić i postaram się wpaść.
- Na drugi raz zapamiętam. Idziemy do nich? - wskazała głową na wcześniej obserwowaną czwórkę. Zatwierdziłem i podeszliśmy do nich.
- Jak się podoba przyjęcie? - zwróciłem się do nich, jedną ręką chwytając Lenę w pasie.
- Wychodzi Ci coś innego niż makaron z sosem. - rzuciła panna Losensky, na co wszyscy wybuchli śmiechem. Przycisnąłem ją bardziej do siebie, aż wydała z siebie stłumiony jęk. Ma się ten talent. - To był cios poniżej pasa.
- Się czepiasz o szczegóły.
- Może nie chcemy wiedzieć, co teraz robicie? - wtrąciła Sara.
- Niewyżyci seksualnie... - westchnął Mandzu. - My w przeciwieństwie do Was się opanowujemy!
- Pogadamy za dwa tygodnie, jak będziesz się jeszcze hamować.
- Chcesz się założyć? - wyciągnął rękę w moją stronę. Ścisnąłem ją, na znak, że przyjmuję zakład.
- Z Tobą? Zawsze. O co się zakładamy?
- Szczerze to nie wiem... Może o samą satysfakcję?
- No dobra, stoi. Przetnie ktoś? - nasz ostatni facet zainteresował się rozmową z Zuzą, więc to dziewczyny przecięły, na zatwierdzenie.
- Żeby nas wpakowywać w coś takiego... - Schneiderówna złapała się za głowę, a Lena zaczęła się śmiać. Nasza czwórka -bo Shaqiri dalej debatował z moją przyjaciółką- po chwili się do niej dołączyli.
***

Całość skończyła się późnym wieczorem. Ostatnimi, którzy wychodzili, byli... Zuza i Xherdan, w dodatku razem.
- Chyba dobrze nam poszło. - skomentowała Lena, zbierając ostatnie śmieci do worka, który następnie podstawiła pod ścianę.
- Bez nas też sobie poradzili.
- Mówisz?
- Zuza mi powiedziała, że się umówili na kawę, jak wrócą z Doha.
- A to szaleni. - zaśmiała się, podchodząc do mnie. - Starczy tego sprzątania na dziś, resztę sama dokończę, jutro, bo... Teraz mamy ważniejsze rzeczy na głowie. - uwiesiła się na mnie, łącząc nasze usta razem. Wziąłem ją na ręce i prędko skierowaliśmy się do środka.


*Lena*
Wstaliśmy tuż po siódmej, bo wraz z wybiciem godziny ósmej chłopcy mieli stawić się na lotnisku. Przygotowałam śniadanie, w czasie, a Holger sprawdzał, czy ma aby na pewno wszystko. Właśnie przekładałam omlety na talerze, gdy usłyszałam jego westchnięcie. Momentalnie się odwróciłam do niego przodem. Stał w środku kuchni, ze smutkiem na mnie spoglądając.
- Chodź tu. - wskazałam ręką, by podszedł, z radością tu uczynił. Swobodnie mogłam się w niego wtulić. - Nie masz co się smucić. Odpoczniesz ode mnie, rozerwiesz się trochę... - zaczęłam mu wymieniać dobre strony, coraz cieńszym głosem.
- Jak Ty beze mnie wytrzymasz? - przerwał mi ze śmiechem.
- Ja? Dam sobie radę - chce się droczyć, to ma. - No na przykład... Polecę z Sarą na Ibizę, tam specjalnie na nas czekają fajne, umięśnione i napalone murzynki!
- Jaaaaasne - śmiech przybrał na sile. - Zapewne Monachium nie upuścicie.
- Jeszcze zobaczysz. A teraz szamać, bo padniesz w samolocie. - pociągnęłam go za sobą do stołu. Gdy zjedliśmy, jedyne co zostało, to wyjście. Udawałam obrażoną na Holgera, ale ten jak zawsze mnie przejrzał na wylot.
- Chodź moja Ibizowiczko - przyciągnął mnie do siebie. - Będę tęsknić - szepnął mi na ucho. - Myślisz, że ja nie? - miał mi odpowiedzieć, ale rozległ się dzwonek do drzwi. - Spodziewasz się kogoś?
- Nie... A Ty?
- Wiesz... To te murzynki z Ibizy - zażartowałam, a on pokręcił głową z pobłażaniem. Poszłam otworzyć. Za drzwiami stała Sara, a za nią Mario.
- A dla Was to trzeba osobiste zaproszenie wysłać, czy co? Dzwonię, piszę i nic, nikt nie odbiera.
- Dałabyś im spokój, mieli co innego na głowie, na przykład przygotowywanie się na przegranie zakładału.
- Nie zapędzaj się - pokazał mu język. - Lena opowiadała mi, co ciekawego będą porabiać, jak nas nie będzie.
- Oj bądź już cicho i się zbieraj, bo polecą bez Ciebie.





_________________________
To cóż... Wena nadal nie przychodzi, a tu są jej zbitki... Nie wiem, ile rozdziałów, ale przygotowujcie się, że to koniec...


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Osiemnastka - „Mi nie uciekniesz”

*Lena*
Po... Hmm... Jakby to tu... Wieczorem, gdy skończyliśmy, to co zaczęliśmy, zainteresowaliśmy się sprawą Muellerówny i Shaqiri'ego.
- Może byśmy zaprosili ich i kilku innych, tak na... - zaczął, naciągając na siebie pierwsze rzeczy, które leżały na podłodze.
- Grilla? - zaproponowałam, zapinając stanik.
- Może być... A kiedy?
- Kiedy wyjeżdżasz na obóz przygotowawczy?
- W kolejny poniedziałek z samego rana. - odparł ciut posmutniały.
- Czyi mamy cały weekend na zorganizowanie takiego 'przyjęcia'... 
- Lista gości? - spojrzałam na niego z pobłażaniem. - Serio się pytam. Chociaż... - zamyślił się na chwilę. - Wiesz... Mamy zawsze przed wyjazdem na obóz mamy takie jakby... Przyjęcie zapoznawcze... Na którym nowi piłkarze poznają się z resztą zespołu. Co Ty na to, byśmy tutaj coś takiego zorganizowali?
- I jednocześnie zadbamy o zeswatanie Zuzy i Xherdana? - zatwierdził mi. - Ja się godzę, ale musisz zagadać do zarządu.
- Zaraz zadzwonię. - przeszedł do kuchni, zostawiając mnie samą, pośród tego "bałaganu". Cicho wzdychając, wzięłam się za sprzątanie, tego co narozwalaliśmy... Na szczęście nie trwało to długo. Po chwili już nie było śladu po tym, co się tu działo. Ubrania wrzuciłam do kosza na nie, a przy okazji zahaczyłam o garderobę i narzuciłam na siebie jedną z jego koszulek. Tak ubrana poszłam do kuchni, by coś zrobić do jedzenia. Mój żołądek domagał się wszamania czegoś.
- Zarząd nie ma nic przeciwko temu, byśmy zrobili to u nas. - rzekł, gdy go minęłam. - Przy okazji-ładna koszulka.
- Dzięki - wyszczerzyłam się w jego stronę, otwierając lodówkę. Tak jak się spodziewałam, gotowanie Holgera ograniczało się do minimum...
- Ile jeszcze mam czekać? - spytałam wyczekująco. Po chwili usłyszałam z jego ust słowa pożegnania. Odsunął telefon od ucha i podreptał w moją stronę.
- Widzę, że za długo beze mnie nie wytrzymujesz. - stwierdził, oplatając rękoma moją talię.
- No nie, ale teraz nie chodzi o to.
- Jeśli nie, to o co? - zdziwił się.
- Przejmuję dowodzenie nad kuchnią. - trąciłam palcem jego nos. - Bo nic prócz makaronu z sosem Ci nie wychodzi, co nie?
- Nie rozmawiajmy lepiej o moich zdolnościach kulinarnych. - zaśmiał się sam z siebie. - Jak chcesz możemy się przejść na zakupy.
Złapał mnie za rękę i poprowadził z powrotem do garderoby. W takim "odzieniu" nie wypuściłabym go z domu! W sumie ja za bardzo nie musiałam się stroić, do kompletu założyłam legginsy i czapnęłam jeden z wielu snapback'ów leżących na szafce. Holgi naciągnął na siebie spodenki i bokserkę i idąc moim śladem, przywdział czapkę. Na nogi założyłam trampki, a on adidasy. Przejrzałam się w lustrze. Hmmm, dobrze się prezentowałam. Dołączył się do mnie do przeglądania.
- Wyglądamy niczym z obrazka. - cmoknął mnie w policzek. Potem skierowaliśmy się do wyjścia, zabierając ze sobą portfel i klucze od auta i domu.
***

Zakupowanie z nim przerodziło się w ganianie po supermarkecie. Jak za młodzieńczych lat. No prawie. Wtedy grał w juniorach i był o kilka lat młodszy. Lecz mimo to uczucia do niego się nie zmieniły, a nawet i nabrały na wartości.
Naturalnie napatoczyło się kilku fanów. Uważnie mi się przyglądali, dopóki jeden z nastolatków nie wypalił:
- Ty jesteś z tego zdjęcia od Mario Gomeza?
- Tak. - uśmiechnęłam się lekko.
- A możemy z Wami obojgiem zdjęcie? - spytała dziewczynka, na oko miała z 12 lat.
- Jasne. - ustaliśmy między nimi, a jakaś kobieta-zapewne ich matka-cyknęła nam fotkę.
- Dziękujemy! - pomachali nam oddalając się w drugą stronę.
- Miłe uczucie, gdy ktoś mnie rozpoznaje.
- Bo mi Cię podkradną jeszcze i co będzie, hmm? - przyciągnął mnie do siebie.
- Nie zabiorą, bo się nie dam. - zapewniłam, po chwili wyplątując się z jego uścisku. - Lepiej idźmy dalej, bo do wieczora się nie wyrobimy.
***

Po jakiś dwóch godzinach obładowani zakupami wróciliśmy do domu. Nic nie zapowiadało tego, co miało nastąpić...
"Mała pamiętaj: mi nie uciekniesz. Do zobaczenia niebawem..."
Zlękniona aż upuściłam telefon, który pod wpływem upadku rozpadł się na kawałki. On. Tu. Jest. Bartek znalazł mnie... Niby jak?
Moją gwałtowną zmianę nastroju zauważył Holger. Momentalnie znalazł się przy mnie i przytulił do siebie, szepcząc:
- Co się stało?
- Znalazł mnie... - jęknęłam, wtulając się w niego.
- Nie przejmuj się nim, pewnie robi to tylko dlatego, że Ciebie nie ma przy nim.
- Mówisz? - chciałam się upewnić.
- Tak. - odparł pewnie, cmokając mnie w czoło.



______________________
Wakacje nadeszły, więc wena do tego bloga też postanowiła mi robić psikusa i iść na wakacje... Ale nie martwcie się, wena w innych blogach, też ucieka, a na nowe przychodzi :p
*idzie się zabić za taki krótki rozdział*


Dziś trzymamy kciuki za Niemców ♥

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Siedemnastka - „Musisz mi w czymś pomóc”

*Lena*
Po jednym z najlepszych popołudni i nocy, przyszedł czas na rzeczywistość. Nie najgorszą, ale rzeczywistość.
- Wypadało bym rozejrzała się za jakąś pracą. - zaczęłam podczas śniadania.
- Lena... Proszę nie. Nie musisz pracować, przy moich zarobkach nie ma co narzekać.
- Ale ja chcę. - czemu mi nie pozwala? - Proooszę.
- Nawet nie próbuj. Nie tą metodą, jest moja. - zmierzwił mi włosy. - Jeśli byś chciała pracować, to gdzie?
- Nie po to byłam na studiach dwa lata, by teraz nie pracować.
- Moja najlepsza dziennikarka. - uśmiechnął się czule.
- Nie widziałeś mnie w praktyce. - pokazałam mu język.
- No w tej nie, ale w innej... - rozmarzył się w wiadomo jakim znaczeniu. Wywróciłam oczami.
- A ten tylko o jednym...
- Skarbie, lecimy na tym samym.
- Wiem, wiem.
- Jak chcesz, to mogę pogadać z Ulim, załatwimy Ci coś w klubie.
- Holger... Nie chcę po znajomości... Chcę sama zawalczyć o pracę.
- Weszłaś w ten "lepszy świat". A poza tym chcę, byś była, jak najbliżej mnie.
- Jestem, już na zawsze będę. - uchwyciłam jego dłoń, która zmierzała w stronę mojego policzka.
- Chodź ze mną, pójdziemy na Saebener, zobaczymy, czy ktoś jest.


*Holger*
Nie wiem, czy to dobra decyzja, by Lena podjęła pracę. Niby gdzieś pracowała, jak była w Polsce, ale teraz... Czy to aż tak bardzo jej potrzebne? Na brak pieniędzy nie ma co narzekać, zarobki w Bayernie i zgromadzone oszczędności gwarantują spokojne życie... Pozostaje tylko kwestia, której nie wypowiedziała, a której się domyśliłem. Jako zawodowy piłkarz, aktywnie grający w klubie i w reprezentacji, wiadome jest, że w letnim i zimowym okienku zdarzają się mecze towarzyskie, a w trakcie sezonu mecze wyjazdowe. Zazwyczaj nie ma mnie dwa-trzy dni. Wcześniej mnie to tak nie przejmowało, ale teraz... Nie chcę jej zostawiać samej. Czas w pracy jakoś zapełniałby jej tę pustkę, kiedy to mnie nie będzie...
- Już tak szybko wróciłeś? Znaczy się, wróciliście. - rzekł pan Uli, widząc Lenę i mnie w ośrodku. Przystanął, przywitał się ze mną uściśnięciem dłoni i wzrokiem zatrzymał się na Lenie... - H-Holger, to...
- Lena Losensky. - uśmiechnęła się lekko.
Nie mógł uwierzyć własnym oczom i uszom, że pośród nas stoi córka Helmuta.
- Chodź, niech ja Cie tu... - puściła moją rękę i podeszła do Hoenessa. Ten przytulił ją do siebie, a w dodatku aż się chyba popłakał. - Wreszcie udało mu się Cię odnaleźć. Zaprzysiągł sobie, że Cię znajdzie, choćby miał Cię szukać na końcu świata. - dziewczyna odwróciła się w moją stronę, a ja lekko zmieszany spuściłem głowę.
- Misiu, nie wstydź się już. - zwróciła się do mnie, na co nie reagowałem. - Proszę na chwilę mnie puścić. - szepnęła do mężczyzny, a po chwili już stała przede mną. - Holgi... Wczoraj taki wstydliwy nie byłeś.
- Wczoraj, to wczoraj.
- Nie chcesz, to nie. Mogę się wprowadzić do Sary i Mario.
- A nawet nie stosuj na mnie metod w jej stylu. - przyciągnąłem ją do siebie.
- To po cholerę się wstydzisz takich rzeczy? To... To takie słodkie. Ty sobie zaprzysiągłeś, a ja płakałam i marzyłam, że kiedyś znowu się spotkamy... - westchnęła cicho.
- Porozmawiamy potem - rzucił prezes i popędził przed siebie. Ups... Znowu zapomnieliśmy o bożym świecie.
- A widzisz, co teraz się dzieje? Twoje marzenie, moje 'działanie' i się znaleźliśmy.. - musnąłem ustami jej czoło.
- Wiem. - wtuliła się we mnie. Trwaliśmy w tej pozycji kilka minut, dopóki nie usłyszeliśmy czyiś rozmów.
- Lepiej im nie przeszkadzaj... - powiedziała ciut głośniej kobiecy głos. Odchyliłem głowę i zobaczyłem Zuzę i... Xherdana Shaqiri'ego, nasz kolejny nabytek.
- Dzień dobry, cześć i czołem zakochanym amorkom! - wypuściłem Losensky z objęć, by mógł z nami się swobodniej komunikować. - Cześć Holger, a Ciebie to nie znam.
- Jestem Lena, dziewczyna Holgera. - jak to pięknie i oficjalnie zabrzmiało...
- Miło mi Cię poznać. - uśmiechnęła się do niego. - Ooo, a Ty nie w pracy? - spytała Muellerównę.
- Jestem, jestem. Miałam dziś pokazać Xherdiemu cały ośrodek.
- Ja miałem Lenie pokazać wszystko, co gdzie jest...
- To możemy razem pochodzić! - zaproponowała moja dziewczyna, na co oboje chętnie przystąpili.
***

W przyjemnej atmosferze minęło nam to przedpołudnie. Xherdan swoimi żartami za każdym razem przyprawiał o salwy śmiechu, a Zuza jak zauroczona się mu przyglądała... Zaraz, czy ja aby nie gadam jak jakaś swatka?
- Holgi... - zaczęła Lena, gdy tylko wyszliśmy z ośrodka. - Musisz mi w czymś pomóc.
- Ja? Tobie?
- Zuza i Xherdan.
- Czyli nie tylko mi to przyszło na myśl... ? - urwałem, a ona zaczęła się śmiać.
- Chyba nasze myśli są takie same.
- W to nie zaprzeczę. - przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w szyję.
- Nawet na środku drogi nie szczędzi czułości. Uważaj, fani i paparazzi są wszędzie.
- Niech się patrzą.


*Lena*
Oczywiście nie obyło się bez spotkania z fanami, bo Holger jak to Holger, wlecze się jeszcze gorzej niż żółw... A i w dodatku jest bezwstydny, bo nie szczędzi pikantnych szczegółów nawet przy ludziach...
- Może coś zorganizujemy? - spytałam, gdy wreszcie znaleźliśmy się do domu. Mój chłopak niemal od razu rozłożył się na kanapie w salonie. Leń.
- Niby co? - spojrzał na mnie pytająco.
- Zuza i Xherdan. - wypomniałam mu.
- Ah tak. Myślałem, że coś dla nas... -  jego ręce z wielką chęcią znalazły się na moich biodrach.
- Niewyżyty... - nie pozwolił mi na nic więcej, bo przyciągnął mnie całą do siebie i swoimi ustami zamknął moje. Bez większego trudu przyparł mnie do siedziska kanapy i przejął dominację. - Maniak wyższości. - mruknęłam, gdy jego usta "zjechały" w stronę mojej szyi.
- Widzisz, nie tylko w obronie rządzę, ale i w atakowaniu.
- Skromny i to bardzo.
- Ale Twój skromniak.
- Tylko mój. - z przyjemnością poddałam się jego dłoniom i ustom, które zjeżdżały niżej i niżej...


*trzecioosobowy*
Bartek pojechał do ciotki Leny, Marii. Biedaczka, na swoje nieszczęście nie wiedziała, do czego przydadzą się mu informacje, które przekazała Polakowi...
- Dzień dobry proszę pani. - rzekł z wymalowanym na twarzy sztucznym uśmiechem. Niestety kobieta nie zauważyła tej sztuczności i z otwartymi ramionami zaprosiła go do środka.
- Ojejku, a Ty nie z Lencią i Holgerem w Niemczech? - zdziwiła się, prowadząc go do kuchni. - Herbatki? - Poproszę. - zaczął intensywnie myśleć, gdzie mogła wyjechać, z jak to określał, "ze swoim piłkarzykiem". - A może wie pani, gdzie dokładnie są?
- Jak to gdzie? W Monachium, przecież ona stamtąd pochodzi... Nie mówiła Ci?
- Mówiła, mówiła, ale tak mi wypadło coś z głowy... - mruknął, czując narastającą... Wściekłość? Raczej tak.
- A dlaczego nie zabrała Ciebie ze sobą?
- Wie pani co? - Niemka zaprzeczyła. - Też mnie zastanawia czemu mnie tu zostawiła. - Ten człowiek chyba serio jest jakiś chory...


__________________________________________
Dobra... Robię z Holgera niewyżytego seksualnie człowieka XD ale przepraszam, ktoś musi być taki 👌 Tak, specjalnie napisałam ową końcówkę.. Myślę, że dzięki osobie Bartka nabiję trochę więcej rozdziałów. Oby mi się udało:)
Zuza, widziałaś? Swatanie time! :D

Pytania?