poniedziałek, 16 czerwca 2014

Szesnastka - „Jestem tylko Twoja”

*ewakuuje się do Pierre'go* NIE ZNAJDZIECIE MNIE, NIE ZABIJECIE ZA ROZDZIAŁ, HEHE :3 :v

*Gdańsk*
- Co za suka - warknął Bartek, widząc, że jej nie ma. - Tyle dla niej poświęciłem, a ona jeszcze mi nawiała... Już mnie popamięta...


*Lena*
- Witamy w domu. - szepnął, wybudzając mnie ze snu. Przetarłam oczy i rozejrzałam się w koło. Zuza z Sarą i Mario zapinali pasy, gdyż podchodziliśmy do lądowania. Czyli to nie był sen. Wracaliśmy do Monachium, do mojego domu.
- Nawet nie wiesz, ile na to czekałam. - uśmiechnęłam się pod nosem. Ścisnął moją rękę, a samolot powoli opadał w dół.
Wylądowaliśmy w Oberpfaffenhofen Airport, w lotnisku, na którym żegnaliśmy się ze sobą sześć lat temu...
- Minęło prawie sześć lat...
- Kilkunastu dni zabrakło. - dodał cicho. - Już nigdy Cię nie zostawię. - przytulił mnie od tyłu.
- A ci znowu to samo... - westchnął Mandzu, a Sara szepnęła mu coś na ucho. - A to przepraszam. - spuścił odrobinkę głowę.
- Nic się nie stało, nie wiedziałeś. - Holger uśmiechnął się blado, zgadując co miała na myśli.
- Chodźcie, idziemy po walizki. - pierwszy raz, od momentu wejścia do samolotu odezwała się Zuza.
- Ekhem, Holger... - urwałam, czując jak cmoka mnie w szyję. - Ty wiesz, gdzie jesteśmy, co nie?
- Wiem. Ale chcę zatrzeć złe wspomnienia związane z tym miejscem tymi lepszymi.
- Albo chcesz by fani się na nas rzucili. - Mario pokazał mu język.
- Dobra, już idziemy... - ujął moją dłoń i ruszyliśmy po swoje walizki.
***

- Zuzaaaa, jak daleko jest od nas do Ciebie? - spytała Sara, gdy znajdowaliśmy się przy ulicy, na której znajdowały się nasze domy. Czystym przypadkiem wszyscy mieliśmy mieszkać na tej samej ulicy. Tak, to przypadek.
- Wy macie jaki numer domu?
- 13. - oparł Mario.
- Ja 23, więc...
- Pięć domów, a między nami jest dom Leny i Holgera. - dokończyła za Zuzę Schneiderówna.
- Czyli blisko. To my idziemy do siebie, pa - pomachali nam i ruszyli pod '13'.
- Ja też idę, potem się zgadamy. - Niemka cmoknęła nas w policzki i pognała do siebie.
- To co, my też idziemy, czy coś innego masz w planach?
- Eee.. Poczekaj chwilę. - zabrał mi torbę i poleciał pod 17, gdzie miałam z nim mieszkać. Ciekawe, co wymyślił...
Długo nie czekałam. Po góra trzech minutach zbiegł po schodkach i dotarł do mnie. Następnie przerzucił mnie sobie przez ramię, niczym worek ziemniaków i zadowolony ruszył przed siebie.
- Wygodny transport, wiesz? - skomentowałam z sarkazmem, gdy przemierzał długość podjazdu.
- A o to mi chodziło. Jeszcze wygodniej Cię czeka w domu. - nie musiałam się na niego patrzeć, by wiedzieć, że się szczerzy.
- Fizyk od siedmiu boleści. - warknęłam, starając się zabrzmieć na złą, co mi nie wyszło.
- A Ty jesteś zboczona i co?
- Ja? Zboczona? Niby czemu?
- Bo pomyślałaś, że mam zamiar Cię zaliczyć. - odpowiedział bezpośrednio, stawiając mnie na ziemi. Byliśmy przed wejściem do środka. Podał mi klucze i gestem ręki wskazał, bym otworzyła drzwi.
- Czy tak nie robią przypadkiem małżeństwa?
- Mam Cię przez próg przenieść? - spytał z udawanym przerażeniem, po czym obrócił się do wyjścia i zaczął wymachiwać rękoma, wołając. - Nawet się nie oświadczyłem, a ta mi ze ślubem wyskakuje!
- Jezu... Zamknij się, proszę.
- To mnie zamykaj, ja nigdzie nie uciekam.
Wsunęłam klucz do kieszeni od spodenek i odwróciłam się do niego przodem. Złapałam jego ręce, którymi nadal machał jak nie powiem kto i pociągnęłam je w dół. Przycisnęłam go do ściany i zatknęłam mu usta... Swoimi.
- Na to czekałem. - odparł, gdy niewiele odsunęłam się od niego. - Ale nigdzie mi nie uciekaj, Pani Dominująca. Żądam równouprawnienia!
- To może wejdziemy do środka? - zaproponowałam sprytnie.
- Ach, wystarczy tylko napomknąć, a od razu wie o co się rozchodzi. - zaśmiał się.
Otworzyłam drzwi kluczem i znaleźliśmy się w środku. Przesunęłam się obok naszych walizek i przeszłam do salonu. Na jednej z komód stało kilka ramek ze zdjęciami... Gdy podeszłam bliżej, ujrzałam osobę, która znajdowała się na nich. Była to... Ja. Moje zdjęcia. W większości byłam na nich sama, a na reszcie z nim. Uchwyciłam jedno z nich i przyjrzałam się mu. Przytulał mnie na nim do siebie, a jego usta dotykały mojego policzka... Chyba nie tylko ja czułam już wtedy coś więcej...
- Gdyby nie to, co się wydarzyło, byśmy byli razem ponad pięć lat, wiesz?
- Gdybyś tylko wtedy potrafił mi powiedzieć.. Wszystko by się inaczej potoczyło...
- Nie tylko ja, Ty też mogłaś. - przytulił mnie do siebie od tyłu.
- Wtedy, jeśli się nie mylę, to chłopak prosił dziewczynę o chodzenie. Nie wiem, jak dziś. W sumie to.. u nas wyszło to samo z siebie. - odchyliłam głowę i cmoknęłam go w policzek. Odrobinę przesunął twarz i złączył nasze usta w kolejnym dziś pocałunku. Jego ręce pomogły mu obrócić mną, by było nam o wiele wygodniej. Przylgnęłam do niego całym ciałem, ale nadal czułam, że to niewystarczająco blisko. On chyba to samo odczuwał, bo powoli przemierzał ze mną pomieszczenie, dziękując w duchu, że sypialnię uiścił na parterze, a w dodatku drzwi były od niej otwarte. Prowadził mnie, nas na łóżko.
- Masz zamiar w ubraniach..? - zaśmiałam się cicho, nie przerywając pieszczoty.
- Nie, wolę Cię najpierw poprzygniatać trochę. - specjalnie się na mnie pokręcił, by po chwili się ze mnie podnieść.
- Debil. - chcąc uniknąć kolejnej takiej sytuacji, także powróciłam do pozycji siedzącej.
- I tak mnie kochasz.
- W to nie zaprzeczę. - odparłam pewna. Wyszczerzył się z wyższością i powoli przesunął dłońmi po długości mojego tułowia. Złapał za skrawki materiału koszulki i zaczął ją ze mnie zsuwać.
- Starasz się być romantyczny, czy to zwykła gra wstępna?
- Hmm... I to i to. - przeciągnął ją mi przez głowę. - Nabrałaś kształtów, od kiedy ostatni raz Cię bez koszulki widziałem.
- O jezusie... - spuściłam głowę ze wstydu w dół, czując, że się rumienię, co jest niezwykle rzadkim zdarzeniem.
- Skarbie, nie musisz się wstydzić. Od dziś codziennie przyjdzie mi to widzieć. - schylił się i pocałował mnie w brzuch, tuż pod dekoltem. Przy kolejnym całusie odrobinę przygryzł mi skórę. Zadrżałam, to raczej od przyjemności. - Wiesz, że mi Ciebie brakowało?
- Widzę, wiem i czuję. - uśmiechnęłam się, gdy jego ręce zsunęły się na moje plecy i powoli pochyliły, bym dotknęła materacu. Znowu się na mnie położył, chyba coś się mu nie spieszy.
- Mamy całe popołudnie, nikogo nie zaprosiłaś chyba.
- Nie, mamy tylko siebie. - uniosłam głowę i zamknęłam mu usta swoimi, jednocześnie łapiąc koszulkę, która jeszcze zdobiła jego klatkę piersiową. Odsunęłam się raptem na sekundę, by ją z niego ściągnąć i powróciłam do skradania pocałunków z jego warg. - Hmm, czyżbyś teraz Ty dominował?
- I tak ma być.
- Eee, nie zapędzaj się. - zaśmiałam się, próbując przejąć inicjatywę. - Ja tu rządzę.
- Ty się nie zapędzasz? - z drobnymi trudnościami, ale udało mi się go obrócić, bym mogła na nim usiąść. - Chyba specjalnie wybrałaś TO miejsce... - jęknął, a ja poczułam pewne przyjemne wybrzuszenie...
- Hmm... Specjalnie. - z triumfem na twarzy pochyliłam się nad nim, rękoma jeżdżąc po jego brzuchu.
- Nie pomagasz tak robiąc. - starał się brzmieć normalnie, ale nasza pozycja mu w tym nie pomagała. - Pozwoliłabyś się mu uwolnić, co?
- A mogę Cię pomęczyć?
- Lepiej nie, proszę. - rzucił błagalnie.
- Hmm, a czemu nie? - chciałam się z nim troszkę podroczyć.
- Lenuś, proooooszęęę. - pokręciłam przecząco głową. - Jeśli nie zmienisz zdania, wylądujesz na moim miejscu. - zagroził.
- O nie, tego nie chcę.
- Grzeczna dziewczynka. - wymruczał, podnosząc się, by pocałować mnie w szyję.
- Ale ja jeszcze się nie zgodziłam.
- Lenuś... - poczułam jego oddech na skórze. - Wiesz, ile czekałem na Ciebie, prawda? Ty też tyle na mnie czekałaś...
- Wiem..
- To na co czekasz? Znasz mnie, jak nikogo innego. Tylko Ty masz tu dostęp, nikt inny.
- Nadal prawiczek?
- Nie chodzi o to... Po prostu... Cały czas liczyłem, że tylko z Tobą uda mi się to zrobić. Tylko Ciebie darzyłem i nadal darzę najszczerszymi uczuciami.
Jego wyznanie sprawiło, że poczułam się niczym jakaś księżniczka, tak bardzo wyjątkowa...
- Jestem tylko Twoja. - szepnęłam.
- A ja Twój. - lekko mną uniósł, by pozbyć się ze mnie spodenek. Takim oto sposobem zostałam niemal rozebrana, a on triumfalnie na mnie spoglądał. Patrzał na mnie, jak nikt inny, nawet jak Bartek.. Spojrzeniem pełnym miłości, całkowitego oddania i pragnienia...
Przyciągnął mnie do siebie, zachłannie całując. Tylko go potrzebowałam do szczęścia, nikogo więcej.


*Holger*
Teraz wreszcie ją miałem TYLKO dla siebie. Oddaną tylko mi... Czego chcieć więcej? Nie musiała mi tego pokazywać w możliwie najwyższym wymiarze miłości, nie potrzebowałem tego. Potrzebowałem jej, jej obecności, dotyku, bliskości, głosu... Ale skoro wyszło, co wyszło...
- Holger... - jej jęk przywołał mnie na ziemię. - Z-zaginąłeś m-mi, wrac-caj.
- Jestem. - nie przerywając powolnych pchnięć, cmoknąłem ją w dekolt.
- Nie od-odchodź, proszę.
- Będę zawsze.
Nic więcej nie powiedziała, bo jej jęki zaczęły powoli przezwyciężać jej silną wolę. Zawsze wierzyłem, że kiedyś wszystkie mojej myśli z nią związane się spełnią. Jedne z nich, można rzec, że nawet te najlepsze, właśnie teraz się urzeczywistniają. Jej ciało jest dla mnie na wyciągnięcie ręki, wręcz jest zdana na mnie...
Moje ruchy w niej stały się odrobinę szybsze i płytsze, a odgłosy przyjemności stawały się jeszcze bardziej słyszalne.
- N-nie od-dchodź! - wykrzyknęła, gdy osiągnąłem swój orgazm. Dołączyła się chwilę po mnie.
- Nigdzie nie odejdę Słońce, zawsze będę. - wysapałem, zatapiając się w jej szyi.
- N-nie musisz t-tego robić. Chyba w-większość ludzi w-wie, że jestem T-twoja.
- Mimo to chcę, by to było bardziej widać. - wymamrotałem, nie odsuwając ust choćby na nanomilimetr.
- Chyb-ba jak będę mieć kitkę, albo koka, to wtedy będzie widać. - jej ciężkie oddechy wracały do normy. Chyba dobrze się spisałem.
- Ja będę i bez tego wiedzieć.
- Wiem. Tak w ogóle to Cię kocham.
- Nie musisz tego mówić-ja to wiem. - "przeniosłem" pocałunki na jej wargi.
- Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy. - odwzajemniła daną jej pieszczotę, znów próbując przejąć dominację... Tym razem bez mrugnięcia okiem poddałem się jej. Więc zaczynamy od nowa....


_______________________
Dobra, co pomyślałyście po przeczytaniu tytułu? Że będzie chodzić o to, co się tam działo? :3 Rozdział napisałam w sześć godzin, z czego połowa to było wyobrażanie sobie tego, co oni tam wyprawiają, mmmmmmmmmmm :3

O MÓJ BOSZ, TO ZDJĘCIE ZABRAŁO MI WSZYSTKO, ŻYCIE, ITD. MOJA NOWA TAPETA, PĄCZEK, TY I TWE ZACNE SPOJRZENIE, WYBACZCIE MI :v
Pytania?

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Piętnastka - „Już coraz bliżej...”

*Lena*
Wreszcie uwolniłam się od niego. Szukali mnie... Nigdy nie przestanę być im wdzięczna za to. Były to najgorsze dwa dni w moim życiu. Bez nich - najbliższych mi osób...
- Lenuś... Mecz. Holger.
Na dźwięk imienia ukochanego ludzkie emocje do mnie wróciły. W oczach stanęły łzy...
- Holger... - podeszłam do telewizora i... Klęknęłam przed nim.
Odśpiewywanie hymnu, pokazanie twarzy wszystkich graczy... Na widok jednej z nich nie wytrzymałam, rozpłakałam się.
- Wygrajcie. - szepnęłam, licząc, że mnie usłyszą.
Mecz się zaczął. Istny dramat... Kilkanaście minut starczyło, by niemal mecz był ustawiony. Na korzyść Włochów. Przegrywamy. 2:0 do połowy.. Chłopcy w ponurych nastrojach zeszli do szatni.
Ciszę panującą wkoło przerwał telefon piłkarza. Wstał i poszedł odebrać połączenie.
Objęłam nogi rękoma i wcisnęłam głowę między zagłębienie, które powstało. Nie minęło dużo czasu, a poczułam, że ktoś mnie przytula.
- Już jutro się zobaczycie. - szepnęła Sara, która mnie przytulała.
- Nie pozwolimy, by ktoś Was rozdzielił. - dodała Zuza.
- Wie, że jestem?
- Jeszcze nie, chyba że Mario mu powie.


*trzecioosobowy, pokój Sary*
Do Mandzukicia dzwonił Holger.
- Wiesz... Mamy niespodziankę. - powiedział do słuchawki po chwili rozmowy.
~ Dobrą, czy złą? ~ odparł Niemiec zmęczonym głosem. Chciał być w Gdańsku i pomagać w poszukiwaniach Leny. Nie wiedział, że już to nie potrzebne, ale miał się tego jutro dowiedzieć.
- Dla Ciebie to chyba najlepsza.
~ Mario, o co chodzi.
- Jutro się dowiesz, a teraz leć grać, musisz jej pokazać, że jesteś silny.
~ Do zobaczenia jutro. ~ ciężko westchnął.
- Trzymaj się. - piłkarze zakończyli rozmowę, a Chorwat wrócił do salonu. Sara siedziała na kanapie, a Zuza z Leną na podłodze i o czymś szeptały.
- Powiedziałeś mu? - spytała Schneider.
- Może się domyśli. Napomknąłem, by pokazał jej, że jest silny.
- Ciekawe, czy się domyśli...
Uwagę wszystkich skupił głos komentatora, który obwieścił początek drugiej części spotkania. Mecz nadal był dramatyczny, 'gospodarze' spotkania dominowali cały czas, Niemcy starały się z kontry atakować, ale na próżno... Jedynie trafiony karny Özila zmniejszył "wymiar kary" na 2:1...
Wszyscy po meczu byli podłamani - począwszy od piłkarzy Die Nationalmannschaft, a na Sarze, Lenie, Zuzie i Mario skończywszy.
Losensky chciała być w tej chwili przy Badstuberze, chciała go pocieszyć, sprawić, by na jego twarzy pojawił się uśmiech, chociaż na chwilę...
- Kiedy ma przyjechać? - szepnęła blondynka, spoglądając na towarzystwo.
- Jutro po śniadaniu, w okolicach południa mają przylecieć.
- Jeszcze tyle czasu...
- Jakieś dwanaście godzin, szybko miną.
- Oby...
***

Wszyscy domownicy i goście obudzili się po godzinie ósmej. Lena była w o wiele lepszym nastroju, niż poprzedniego wieczoru.
- Już coraz bliżej... - mruknęła pod nosem, uśmiechając się z lekka.
- Holger pisał mi, że przylot jest na 11:15, a zaraz wylatują.
- Tyle to już wytrzymasz. - dodała Sara.


*Holger*
Przegraliśmy. No trudno, liczy się to, że wracam do Gdańska i wszczynamy poszukiwania Leny.
Mario coś napomknął o niespodziance. O co mogło mu chodzić?
- No to lecimy do Gdańska. - Loew spojrzał na mnie znacząco.
Goetze wydawał się taki podekscytowany, nim odlecieliśmy, a w samolocie to dawał z siebie wszystko. Rezygnując z towarzystwa jego i Reusa, przesiadłem się do śpiącego Bastiana. Przynajmniej będę miał chwilę spokoju.
***

Lot minął szybko. Nie mogłem się doczekać, aż rozpoczniemy poszukiwania. Gdy znaleźliśmy się na hali głównej lotniska, Idol chyba przegiął...
- Mógłbyś łaskawie przestać zachowywać się jak idiota i odsłonić mi widok?! - syknąłem, gdy zasłonił mi wszystko.
- Zamknij twarz i idziemy.
- Może łaskawie powiesz o co chodzi?
- Niespodzianka.
- Co Wy do cholery macie z tymi niespodziankami?! - serio lubią denerwować człowieka podłamanego emocjonalnie?!
- Powinieneś się cieszyć a nie, a poza tym Mandzukić wyłożył Ci wszystko jak na tacy. Teraz stul gębę i idź dalej, bo tam uschną z tęsknoty.
- Muszę pomyśleć, cicho.
- A nie możesz iść i myśleć? - zignorowałem go, przypominając sobie rozmowę z nowym nabytkiem Bayernu. "Musisz jej pokazać, że jesteś silny" Jej... Lenie... - Ale teraz mógłbyś zwolnić! - jęknął, gdy na oślep pokonywałem trasę do miejsca gdzie są oni i... Lena. Moja Lencia. - Tylko ja wiem, gdzie czekają!
- Weź tę rękę, sam ich znajdę.
- Patrzcie, domyślił się. Brawo za zapłon. Dobra, masz. - zdjął rękę, ale nie musiałem ich szukać, bo stali praktycznie przede mną... Nie przedłużając, pobiegłem do Niej i zamknąłem Ją w uścisku.
- Tęskniłem. Nawet nie wiesz jak. - szepnąłem, całując ją we włosy.
- Brakowało mi Ciebie. - odparła łamiącym się głosem, kładąc głowę na mojej piersi.
Delikatnie uniosłem jej głowę, a w oczach zauważyłem łzy...
- Nie płacz, jesteś już bezpieczna. - szepnąłem, ścierając słone kropelki kciukami. Uśmiechnęła się lekko i musnęła swoimi ustami moje. Z nieskrywaną tęsknotą pogłębiłem pocałunek.
- Gece! - zawołał chyba Reus. - Chodź, bo się spóźnimy jeszcze bardziej.
- Wy sobie nie przeszkadzajcie. - usłyszałem głos 20-latka, a potem klepnięcie w plecy. Gdyby nie to, że jest panna Losensky, to bym go chyba przetrącił.
Po dłuższej chwili, niewiele się od niej odsunąłem i odszukałem wzrokiem trójkę 'znalazców'.
- Dziękuję Wam za to, że tak szybko ją znaleźliście.
- Nie ma za co.
- Nie żeby coś, ale... - zaczęła Schneider. - Ale lepiej chodźmy, bo się zaraz na nas rzucą.
Uchwyciłem ją w talii jedną ręką, bo w drugiej miałem walizkę i ruszyliśmy za przyjaciółmi do wyjścia.
- Kiedy Cię znaleźli? - spytałem cicho, wiedząc, że sprawi jej to ból... Ale musiałem wiedzieć.
- Wczoraj popołudniem. Na szczęście. Dłużej bym chyba nie wytrzymała.
- Już nikt mi Cię nie odbierze. - ścisnąłem ją bardziej.
- Amorki, chodźcie, samochód jest tu. - zaśmiał się Chorwat.


*Lena*
Wreszcie znów razem... Całą drogę powrotną do mieszkania Sary przytulał mnie do siebie i innymi sposobami okazywał swoją radość. Tak bardzo mi tego brakowało!
- To kiedy zbieramy się na wylot do Niemiec? - spytała Sara, jakby rozpoczynając naradę wojenną.
- Patrz, jak jej spieszno... - mruknęłam pod nosem. Chyba usłyszała, bo pokazała mi język.
- Znalazłaś się, nic nie stoi na przeszkodzie. Nawet finał Mistrzostw Europy, bo Holger tu jest z nami. To kiedy? Dziś, jutro?
- Dziś? - spytaliśmy chórem.
- Wybaczcie, jeszcze wcześnie.
- Tak bardzo się jej spieszy. - wtrącił Mandzu, za co oberwał od niej w ramię.
- Jak nie chcesz, to nie muszę. Będziemy sobie żyć razem na odległość. Albo, wiem! Lena zawsze mnie przygarnie, nieprawdaż? - spojrzała na mnie wyczekująco. Znałam jej charakter, zawsze uwielbiała się droczyć. Hmm, chyba jej pomogę...
- A przygarnę, co nie Holgi? - mruknęłam do niego porozumiewawczo, licząc, że zrozumie o co mi chodzi. Przytaknął mi i potwierdził moją decyzję.
- Okej, to jesteśmy umówieni. - Chorwat zatarł ręce. - Ładnie udajesz, skarbie. - przytulił ją od tyłu.
- Boże, ale ja Wam zazdroszczę.. - jęknęła Zuza. - Przytuli mnie ktoś?
- Jasne. - podeszliśmy w czwórkę i zamknęliśmy ją w grupowym uścisku.
***

Ustaliliśmy, że wyjedziemy do Monachium kolejnego dnia. Trzeba było spakować Sarę, i zabukować bilety. Postanowiłam, że zostawię swoje mieszkanie w takim stanie, jakim było. W międzyczasie powiadomiłam ciocię, że wracam do, jak to jej napisałam, 'do domu' i to z Holgerem. Ucieszyła się z tego, że się odnaleźliśmy i życzyła nam szczęścia.
W ciemnych okularach, zakapturzeni, przemierzaliśmy lotnisko, chcąc w miarę dyskretnie skierować się w stronę naszego sektoru, by przejść odprawę i wylecieć do miasta, w którym spędziłam sporą i szczęśliwą część życia. Od dziś miała powstawać jej kontynuacja, z osobą, którą kocham całą sobą i tylko z którą chcę być.


________________________
Woaw, chyba ten jest dłuższy, co nie? :)
Vika, w kolejnych rozdziałach doczekasz się swojego, Zboczeńcu :D


TEN SWETEREK WYGRAŁ WSZYSTKO, amen
Alles Gute Viktor ♥
Wiem, że to nie o nim blog, ale ma uro, 20 :( Już nie jest nastolatkiem :((


Pytania?

niedziela, 1 czerwca 2014

Czternastka - „Weź ją”

*trzecioosobowy; Gdańsk*
Bartek znów włóczył się po mieście. Na jego nieszczęście, zauważyła go Sara i postanowiła śledzić chłopaka wraz z nową przyjaciółką. Nie zawędrował daleko. Wszedł w najbliższą klatkę i... Dziewczyny zgubiły go z oczu.
- Kurwa. - zaklęła Schneider.
- Spokojnie, namierzymy go. Zanotuj lepiej adres.
Polka zapisała w telefonie ulicę, na której aktualnie się znajdowały.
Bartek tymczasem przygotowywał się na kolejny wypad z kumplami 'na piwo'. Starał się nie pokazywać tego, że przetrzymuje swoją byłą dziewczynę wbrew jej woli. Na razie się skubanemu udawało... Ale tylko do czasu. 'Detektyw' Sara i 'Detektyw' Zuza już tylko czyhają na jego potknięcie...


*Holger*
Brak wiadomości ze strony dziewczyn uniemożliwiał mi normalne funkcjonowanie. Nawet najgorszemu wrogowi (czyt. Lewandowskiemu) nie życzyłbym czegoś takiego, co ja przeżywam aktualnie.
Nikt także nie ma poszanowania prywatności. Co chwilę ktoś się do mnie dobijał. A ja... Nawet na to nie reagowałem. Non stop wgapiałem się w nasze jedyne zdjęcie z ostatniego tygodnia - właśnie w to, które zrobili nam moi przyjaciele.
- Holger, do cholery jasnej, wyszedłbyś chociaż na kolację! - zawołał Schweini, wpakowując się do pokoju.
- Podobno drzwi mam zamknięte.
- Ma się sposoby, by wejść. - pokazał mi język.
- Przejdźmy do konkretów. - zaczął Garcia -  Nie możesz tak przesiedzieć całego dnia.
- A właśnie, że mogę.
- I nie zagrasz jutro na meczu.
- Nie muszę.
- Właśnie, że musisz. Weil, wir diesen Kampf gewinnen wollen. (Bo my chcemy wygrać tę walkę)
- Beze mnie sobie świetnie poradzicie.
- "Miło mi poznać człowieka, który sprawia, że moje Słoneczko jest jednym z najlepszych obrońców świata" - pomocnik Dortmundu starał się powiedzieć te słowa kobiecym głosem... głosem Losensky, ale poszło mu to... tragicznie.
- Ciekawe kto to powiedział... - mruknął Gomez.
- Lena. W ogóle to tragicznie naśladujesz Jej głos. - wypowiedziałem na głos swoją myśl.
- Chodziło o to, byś jej nie zawiódł matole.
- Nie sprawdzaliśmy talentów Gecego. Wystarczu mu to, jak na boisku pyka, nie musi zmieniać jeszcze głosu.
- Ale fajnie by było. - zarechał dwudziestojedno latek.
- Zamknij się, nie po to przyszliśmy. - Reus chyba go zgasił, bo nic nie odpowiedział. -  Jogi mówił, że po meczu wrócimy do Gdańska i Ci pomożemy. Wytrzymasz te trzydzieści parę godzin, co?
- Nie.
- Wytrzymałeś tyle lat. Te dwa dni też wytrzymasz. - Schweinsteiger podniósł się z łóżka. -  Kolacja jest na dole. - w czwórkę wynieśli się z mojego pokoju.
Znów zostałem sam... Ale chyba dobrze, bo na poważnie zacząłem trawić jego słowa. Udało mi się wytrzymać sześć lat bez jej obecności, to te dwa dni... Nie, nie mogę. Ale muszę się postarać. By jej nie zawieść. Jej i drużyny, bo oni mnie potrzebują.
Powoli opuściłem pokój. Cisza, nic więcej. Zszedłem na parter i po chwili odnalazłem chłopaków.
-  Brawo Holger, oby tak dalej. - powiedział trener.


*Lena*
Cały dzień nie opuszczałam pokoju. Siedziałam i płakałam, albo chodziłam w kółko, pozwalając niekończącym się strumieniom łez wypływać. Nie miałam ochoty patrzeć się w twarz byłego, a tym bardziej z nim rozmawiać. Zresztą nawet nie wiem, czy jest. Nie obchodzi mnie to. Nie wiedziałam, ile przyjdzie mi tu jeszcze siedzieć. Może ktoś mnie szuka? Sara albo policja? Nie wiem.. A tak bardzo bym tego chciała..


*trzecioosobowy*
Bartek znów pojawił się na mieście. Sara nie zaprzestawała poszukiwań, chciała jak najszybciej odnaleźć przyjaciółkę. Chciała wraz z nią, swą drugą połówką i nową przyjaciółką rozpocząć nowe życie, od zera... Jednak przez jedną osobę jest to na tę chwilę niemożliwe.
- Mamy Cię jak na widelcu normalnie. - syknęła Sara z satysfakcją w głosie, wyjmując telefon. Wybrała numer do Mandzukicia. - Podjedź, szybko! Mamy go, mamy!
Zawadzki wsiadł do swojego samochodu, a dziewczyny do auta prowadzonego przez Chorwata.
- Za tym czarnym BMW. - poinstruowała go, dyskretnie pokazując, za którym pojazdem ma jechać.
Bartek jechał do domu na uboczu miasta, do miejsca, w którym przebywała Lena. Po dwudziestu minutach jazdy po jednej z autostrad, Polak zjechał w gruntową drogę.
- Mario, zatrzymaj się. Dalej trzeba iść pieszo. - zarządziła Schneider.
Dziewczyny szybko opuściły samochód i skradając się między drzewami, szły za samochodem prowadzonym przez byłego Losensky. Po kilku minutach zauważyły, jak chłopak zatrzymuje pojazd i z niego wysiada.
- Teraz trzeba liczyć na łut szczęścia, że szybko stąd odjedzie. - Sara zwróciła się do swojej towarzyszki.
- Oby jak najszybciej się to stało.
Nie minęło kilka minut, a Polak już wracał do pojazdu. Dziewczyny kucnęły, chowając się w gąszczu. Sara napisała Mario wiadomość: "Za pięć minut wjeżdżaj, ale na razie odjedź kawałek" i czekały na rozwój wypadków. Pierw słychać było głośne, by potem coraz to cichsze odgłosy silnika wozu 'porywacza'. Wbiegły na podwórze i spróbowały otworzyć drzwi. Na próżno. Mario, który wjechał na posesję, wyważył drzwi. Wkoło panowała względna cisza, zagłuszana jedynie cichymi szlochami.
- Wyjdź stąd do cholery! - jęknęła, wybuchając głośniejszym płaczem.
- Lena... - szepnęła Schneiderówna. - Lena, to my. Mario, Zuza i ja, Sara. Nic Ci nie grozi. - przeszli do pomieszczenia, z których było słychać jej głos. Zobaczyli zapłakaną dziewczynę, leżącą na łóżku. Polka nie mogła nie podbiec do niej. Wtuliła się w jej plecy, a po jej policzkach pociekły łzy. - Jesteś bezpieczna.
- To... To Wy? - szepnęła płaczliwie, powoli odwracając się.
- Tak, skarbie, to my.
- Dziękuję. A... A on?
- Już go nie zobaczysz. Chodźmy. Mario - wskazała na nią głową - weź ją.
- Nie będziesz zazdrosna? - mimo sytuacji, nie do końca udało mu się zachować powagę. Muellerówna wraz z Polką cicho westchnęły.
- Dziś sytuacja wyjątkowa, daj spokój. Weź ją i chodźmy, bo może wrócić w każdej chwili...
Mandzu podszedł do nich i delikatnie uniósł Niemkę. Prędko ruszyli do wyjścia i po chwili siedzieli już w samochodzie.
- Zaraz będziemy w domu. - pocieszała przyjaciółkę, gładząc jej plecy. Jechali do mieszkania Polki, tam miała rzeczy Niemki, które wzięła z hotelu.
Po kilkunastu minutach byli na miejscu. Sara przygotowała Lenie wszystko to, czego potrzebowała, by wrócić do normalności. Chociaż może nie wszystko?




_____________________
Tak, wiem, rozdział powinien być:
a) dłuższy
b) dodany jutro
Ale nie mogłam spełnić drugiego punktu, co do pierwszego to polemizuję... Od jutra do środy nie ma mnie w domu, jestem nad morzem, a za jakieś 30 godzin będę na... PGE Arenie *.* Na tym stadionie, na którym mam najpiekniejsze wspomnienia związane z Euro *.* Niemcy-Grecja 4:2, 55 minuta, szesnastka Grecji i Pewna '14', która uderzała piłkę głową na bramkę, by goalkeeper... ją niestety wybronił :( ale i tak będę szukać jak głupia tego miejsca, hehe ♥


coś się ze mną dzieje, bo dodaję gifa z Pączkiem :v


Kolejny postaram się napisać dłuższy :))

Pytania?

poniedziałek, 26 maja 2014

Trzynastka - „Chciał się tylko zabawić.”

*Holger*
Warszawa... Nie przejąłem się zbytnio przyjazdem. Duszą byłem w Gdańsku i szukałem Leny. Mimo tego, że nie znałem miasta...
Sara na bieżąco informowała mnie o tym, co się działo. Zagwarantowała Zuzie nocleg, a poszukiwania miały rozpocząć jutro z samego rana, chyba że coś by się stało, to jeszcze dziś wieczorem.
Tak bardzo chciałbym im pomóc...
- Holger, gdzie Lena? - spytał Goetze, wparowując do mojego pokoju. Udało mi się ugadać trenera i mieć jednoosobowy. Gdyby była Lena, byłoby tu i jej łóżko... - Muszę z nią pogadać.
- Też chciałbym z nią porozmawiać.
- Pokłóciliście się? - przysiadł się na materacu.
- Nie.
- Nie chciała przyjechać?
- Też nie.
- To o co chodzi?! Nie mam zamiaru się bawić w zgaduj-zgadulę.
- Zniknęła. Nie ma jej. - szepnąłem.
- Jak to?! - nie mógł uwierzyć.
- Wyszła i... Nie wróciła.
- Ty nie mówisz poważnie... - on także próbował przekonać samego siebie.
- Nie, wiesz, schowałem ją w torbie, zaraz wyjdzie. - mruknąłem z sarkazmem, podchodząc do okna.
- Ale nie mogę uwierzyć... Jak to, zniknęła?
- Lepiej uwierz, bo jej tu nie ma. - ból wypełnił mnie całego.
- Powiedziałbym Ci, że wszystko będzie dobrze, ale... Nic nie wiadomo. - powiedział po chwili, wychodząc z pomieszczenia.
Oparłem się pięściami o parapet, tępo wpatrując się przed siebie... Jeśli znów ją stracę...
Nie, nawet na to nie pozwolę. Znajdzie się, znów ją przytulę, dotknę, pocałuję... Znów powkurzamy chłopaków i coś odwalimy. Już niedługo...


*trzecioosobowy; Gdańsk*
Sara przygotowała Zuzie posłanie w pokoju gościnnym w swoim mieszkaniu. W trakcie ogarniania noclegu, Polka opowiadała Niemce o wydarzeniach ostatnich dni, oczywiści ze swojej perspektywy.
- I wiesz... Podejrzewam, że mógł to zrobić jej były. Trochę go znam i... Tylko on by był do tego zdolny. Lena nigdy nie miała wrogów. Jest za wspaniałą osobą, by ich mieć.
- Chyba mam pomysł... - wtrąciła panna Mueller - Mogłybyśmy go śledzić...
- Genialne! - że też sama na to nie wpadłam.-pomyślała. - Chodźmy! - dwudziestojednolatka dopadła do drzwi.
- Ale jest dość późno... - jęknęła Zuza.
- Dla niego dzień dopiero się zaczyna. - rzekła, na co Muellerówna także opuściła pokój i skierowały się do wyjścia.
- Mario, wychodzę z Zuzą, zostań tu, dobrze? - Mandžu kiwnął głową na zatwierdzenie. Gdy dziewczyny założyły obuwie i bluzy, wyszły z mieszkania.
Skierowały się pod mieszkanie Niemki i tam postanowiły poczekać na jej byłego chłopaka. Po kilkunastu minutach spacerowania po osiedlu, zauważyła znaną sobie postać...
- Krystian! - chłopak zaczął biec. - Stój do cholery! Musisz mi coś powiedzieć!
Wraz z Zuzą powzięły 'pościg' za chłopakiem. Po dłuższej chwili dopadły go.
- Teraz ładnie mi opowiesz, gdzie jest Bartek. - syknęła, zaciskając palce na jego koszulce.
- A gdzie może być?
- No właśnie nie wiem, dlatego się pytam.
- Powinien niedługo do nas przyjść...
Sara przez chwilę się zastanawiała, jak zaczaić się na Zawadzkiego.
- Jakby co, to nawet się nie widzieliśmy! - zmrużyła oczy.
- Dobra, dobra. Tylko daj mi spokój. - prędkim krokiem oddalił się od dziewczyn.
- To on? - spytała Zuza.
- Nie. Jeden z jego koleżków. Ale dzięki niemu już wiem, że możemy go tu wyczaić... - odpowiedziała nowej znajomej.
- Czyli jeszcze tu zostajemy?
- Tak.
- Powiadomić Holgera?
- Lepiej nie, a przynajmniej nie teraz. Jak będziemy wiedzieć więcej, to wtedy zdamy mu szczegółową relację.
- Pewnie skręca go z tej niepewności... - szepnęła, na co Schneider jej przytaknęła.


*Lena*
Na szczęście już mnie nie przywiązał. Ale na nieszczęście zabarykadował wszystkie okna, drzwi zewnętrzne... Zostałam sama, w wielkim domu. Nadal nie odzyskałam telefonu, ale na szczęście pozostawił mi telewizor.
Chociaż jest jakaś rozrywka. - pomyślałam z przekąsem, grzebiąc w całkiem nieźle zaopatrzonej lodówce, w poszukiwaniach czegoś do jedzenia. Zasiadłam przed wielkim telewizorem i zajęłam się poszukiwaniem czegoś ciekawego. W końcu znalazłam mecz. A jaki? Niemcy-Grecja...
Poczułam ból w sercu. Chciałam, by był tu ze mną Holger... Przytulił, pocieszył... Gdy go odzyskałam... Nie potrafię sobie wyobrazić dalszego życia bez niego. Jest nieodłączną częścią mnie... Akurat pokazywali jego akcję z 55 minuty... Ten smutek w jego oczach... Czułam, że ten smutek nadal w nich jest...
Widok tych oczu nie mógł mnie opuścić. Płacząc, wróciłam do sypialni. Brakowało mi bliskości, dotyku, uczucia troski i... HOLGERA.
Zanosiłam się od płaczu, którego nikt nie słyszał. Gdy moje oczy całkiem wyschły, wydawało mi się, że odpłynęłam. Niestety, to tylko było złudzeniem...


*Holger*
Trening minął dwojako... Starałem się nie pokazywać tego po sobie, jak reaguję na brak Leny i... Chyba mi się to udało, bo nikt nie pytał czy coś ze mną nie tak. Także nikt nie wypytywał o Lenę...
Siedziałem w pokoju, zamknięty na cztery spusty i czekałem, aż Sara czy Zuza poinformują mnie o czymś, gdy w internecie natknąłem się na jakże ciekawe zdjęcie...
Wybrałem numer do Mandžukić'ia.
- Ładne fotki macie w internecie. - powiedziałem zamiast powitania, gdy tylko nawiązałem z nim połączenie.
~ Jakie fotki? Kto?
- Widzę, że odizolowałeś się od świata internetowego... - westchnąłem.
~ Tak jak Ty od normalnego. ~ odparł, na co ciut się zasępiłem. ~ Powiedz o co chodzi, a nie.
- Wejdź na tz-online i popatrz, kto się wyświetla na głównej stronie.
Zapadła kilkuminutowa cisza, słychać było tylko jakieś bliżej nieokreślone szmery ze strony chorwackiego snajpera.
~ Sara! ~ usłyszałem jego krzyk. Po chwili doszedł do tego głos dziewczyny
• Co się stało?
~ Spójrz na to. ~ chyba znalazł to, co miał. ~ Jakim cudem?!
• To źle? Wstydzisz się do mnie przyznać?! Prędzej, czy później i tak by nas nakryli! • fuknęła.
~ Nie chodzi o to... ~ próbował się wytłumaczyć.
- Dobra, pokłócicie się bez mojej ingerencji. Sara?
• Tak? • spytała.
- I jak idą poszukiwania?
• Na razie trudno ocenić, ale... Robimy to co w naszej mocy.
- Dziękuję. Muszę kończyć. Cześć.
• Trzymaj się tam. • odpowiedziała Polka, nim się rozłączyłem.


*trzecioosobowy*
Tuż po zakończeniu rozmowy z Badstuberem, Sara z Mario kontynuowali 'ostrą rozmowę'.
- Saruś, skarbie... To nie tak. - zaczął, przysuwając się bliżej niej.
- Coś trudno mi uwierzyć. - odparła, odruchowo cofając się. Traf chciał, że zatrzymała ją ściana...
- Wolałem sam o tym poinformować. Ale cóż... Osoby trzecie mnie ubiegły...
- Masz i miałeś tyle okazji, by o tym powiedzieć! Ale nie, wolisz się ukrywać, jakbyś się czegoś bał!
- Bo się boję. Że ktoś odbierze mi Ciebie. - Mandžu zaniechał swoich dreptań, bo już stał przed swoją partnerką. Pochylił się nad nią. Schneider próbowała uniknąć kontaktu wzrokowego, ale bezskutecznie.
- Sarciu...
- Tak?
- Kocham Cię, wiesz?
- Masz tak więcej nie robić. I nie ukrywaj przede mną niczego więcej. - powiedziała mu z wyrzutem, zarzucając mu ręce na szyi.
- Obiecuję. - cmoknął ją w czoło.
- Usta mam niżej. - zaśmiała się, a piłkarz z chęcią złożył na jej wargach czuły pocałunek.
Jednakże po chwili musieli przerwać pieszczotę – ich uszu dobiegło ciche pukanie.
- Zuza, wejdź.
- A co by było, gdybym to nie ja pukała? - spytała Niemka, serdecznie się uśmiechając.
- Nikogo innego bym się nie spodziewała.
- Idziemy? - Muellerówna złapała za klamkę.
- Już, już.
Wczoraj dziewczyny niemal do północy chodziły za Zawadzkim krok w krok. Dzięki temu wiedziały, gdzie go szukać.
- Mario, weź kluczyki od mojego samochodu. Mogą się przydać...


*Lena *
Ta noc...  Była jedną z najgorszych. Byłam sama, nie miałam do kogo się odezwać, nikt nie reagował na moje krzyki, prośby... Jeśli tak ma wyglądać moja najbliższa przyszłość, to dziękuję bardzo, ale nie. Wolałabym się zabić, niźli miałabym przeżyć kolejny taki dzień...
Leżałam na łóżku, wspominając ostatnie dni, kiedy to byłam jedną z najszczęśliwszych osób w świecie, dopóki nie usłyszałam trzasku otwieranych drzwi.
- Lena, wróciłem! - był to Bartek.
- Jakoś mnie to nie cieszy. - burknęłam, wracając myślami wstecz.
- Hej skarbie, wróciłem! - powtórzył się, wchodząc do mojego pokoju. - Nie cieszysz się?
- Wolałabym, by to kto inny wszedł tu, a nie Ty.
- Nie przesadzasz?!  - warknął. - Czego Ci we mnie brakuje?
- Wszystkiego. Jesteś zaborczy, nie potrafisz pogodzić się z porażką, w dodatku zdradliwy i okropny! - krzyknęłam, podchodząc do niego.
- Takiego mnie pokochałaś, więc po co mam się zmieniać, co?
- Pokochałam całkiem innego Ciebie. Nie byłeś taki, gdy się poznaliśmy.
- Byłem, byłem. Po prostu miłość Cię zaślepiła. - prychnął. - To może tak dla odmiany powiesz mi coś o tym swoim piłkarzyku?
- On, w przeciwieństwie do Ciebie, mnie kocha.
- Gdyby Cię kochał, to by Cię szukał, a nie sobie pojechał.
Jego słowa były dla mnie jak cios w serce. Wiedziałam, że ma mecz, ale...
- Wyjdź stąd. Wyjdź i nie wracaj! - syknęłam, wypychając go z pomieszczenia.
- Liczyłaś na to, że z Tobą będzie? - zaśmiał się. - Chciał się tylko zabawić. Pewnie ma tam kogoś w tych całych Niemczech! - rzucił, dobijając mnie całkowicie.
Rzuciłam się na łóżko, ponownie zalewając się łzami. Jak ja mogłam pokochać, kogoś takiego, jak on?

_________________
Mmmmm, dramatyzujemy :> Połamie mnie ktoś? :v
Wgle to ten rozdział miał być zatytułowany „Wstydzisz się do mnie przyznać?!” ale w ostateczności zrezygnowałam XDDDDD

Pytania?

poniedziałek, 19 maja 2014

Dwunastka - „Muszę tu zostać.”

GŁOSUJCIE W ANKIECIE :) ----------------------->

*Lena*
Dostałam SMSa, podpisanego że od 'Ciocia Maria'. Pisała, że czeka na mnie przed mieszkaniem, bo przyjechała... Nawet nie zwęszyłam podstępu... Powiedziałam Bastiemu, że wychodzę i za jakąś godzinę będę z powrotem. Tak, godzina...
Skończyło się na tym, że od kilku godzin siedzę przywiązana do krzesła w bliżej nieokreślonym miejscu. A przez kogo? Przez Bartka. Przed własnym mieszkaniem! Chyba mnie czymś ogłuszył, bo ocknęłam się tu, już związana. I sama. Bez jakiegokolwiek źródła kontaktu ze światem zewnętrznym, a co najgorsze: bez Sary, czy Holgera.
Zastanawiało mnie to, czy w ogóle się przejęli moim zniknięciem. Czy twierdzą, że dobrze, że mnie nie ma...
Boże, Lena, ogarnij się. - zganiłam się w myślach. - Zależy im na Tobie, kochają Cię. Chyba. Nie, na pewno kochają.
Mieliśmy razem rozpocząć życie w Niemczech, a tu...


*Holger*
Minęła godzina, potem druga, a po Lenie ani śladu... Przecież, gdyby coś jej wypadło, to by mnie powiadomiła? Albo chociaż Bastiana... Gdy do niej dzwoniłem, to zawsze łapała mnie poczta. Denerwowałem się cholernie, że mogło się jej coś stać...
- Holger, co z Tobą?! - krzyczał do mnie Loew na treningu.
- Lena... Nie ma jej.
- Na pewno nic jej nie jest.
- Nie daje znaku życia!
- Spokojnie. - Trener położył mi dłonie na ramionach, jakby wstrzymywał mnie przed wybuchem. - To nie koniec świata. A gdzie miała by pójść?
- Mówiła Bastianowi, że idzie do ciotki i za godzinę ma wrócić... Minęły dwie, a jej nadal nie ma...
- Tak bez powodu nie mogła zniknąć... - podeszliśmy do ławki rezerw i usiedliśmy. Niemiec chyba nad czymś intensywnie myślał.
- Trenerze... Ja muszę tu zostać. Nie ma innej opcji, dopóki się nie znajdzie, ja muszę jej szukać.
- Holger... Za dwa dni mamy mecz. A my Cię na nim potrzebujemy...
- Ale trenerze! - wtrąciłem, a on dalej kontynuował:
- Musisz z nami pojechać. Po meczu Ci pomożemy, ale dziś musisz pojechać do Warszawy.
- Nie mogę. Ona gdzieś tu musi być.
- Znajdzie się. A Ty musisz się skupić na meczu z Włochami. Potem Ci pomożemy. Wszyscy. już tego dopilnuję.
- Trenerze...
- Wszystko w swoim czasie. - wstał z ławki i ruszył do chłopaków.
Zszedłem do szatni. Znalazłem telefon i wybrałem jeden numer...
- Zuza, przyjedź do Gdańska. Sprawa życia i śmierci. - wyrzuciłem z siebie na jednym tchu, gdy tylko dziewczyna odebrała telefon.
~ Co? Jak? Gdzie?
- Zabukuj bilet na najbliższy lot i przyleć. Tylko uprzedź, kiedy mniej więcej będziesz. Nie wiem, czy mnie znajdziesz, mogę być w Warszawie.
~ Holger, o co do cholery chodzi?!
- Przyleć, a Ci wytłumaczę. A przynajmniej postaram się.
Nim odpowiedziała, usłyszałem głębokie westchnienie ze strony Niemki.
~ Dobrze, przylecę.
- Dziękuję. - szepnąłem i się rozłączyłem.
Oparłem się o ścianę, starając się uspokoić. Bezskutecznie. Myśl o tym, że Lenie coś może się stać non stop mnie prześladowała.
***

Zadzwoniłem jeszcze do Mandžukić'ia - Sara w końcu musiała coś wiedzieć. Jednak wiedziała tyle co ja, czyli nic. Gdyby nie Mario, to chyba by wpadła w panikę i wydzwaniała na policję.
- Bartek na pewno ma coś z tym wspólnego. - zaczęła Sara, krążąc po hotelowym pokoju. Bastiana dawno wywiało do Gomeza i spółki-widać, że ledwo ze mną wytrzymywali. - To na pewno on. Ten psychol jest do wszystkiego zdolny.
- Sara, usiądź. - poprosiłem. Chyba ona wiedziała coś więcej... - Czemu?
Usiadła obok mojej torby, nadal nie do końca wstrzymując nerwowych podrygiwań.
- On nie zna granic. Zrobi wszystko by była z nim...
Kontynuację odpowiedzi Polki przerwał mój telefon. Zuza.
~ O 17:30 będę na lotnisku.
- Akurat będę wtedy już w Warszawie...
~ To może teraz mi powiesz o co chodzi?
- Lena... - szepnąłem. Sara nerwowo na mnie zerknęła.
~ Co 'Lena'
- Znalazłem ją...
~ To wspaniale! ~ wtrąciła.
- Było tak, ale teraz... Straciłem ją. U potrzebuję także Twojej pomocy.
~ Oczywiście, że Ci pomogę! ~ zapewniła. ~ Ale kto mnie odbierze, jak nie Ty?
Odsunąłem telefon od ucha i zwróciłem się do partnerki Mandžu:
- Sara... Jest sprawa. Potrzebuję Twojej pomocy. Przylatuje tu moja znajoma z Niemiec, ale akurat mnie nie będzie. A ona potrzebuje 'przewodnika' i osoby, która ją odbierze. Resztę jakoś sobie załatwi... Zgodzisz mi się pomóc?
- Jasne... - odparła ostrożnie.
- Już mam kogoś, kto Cię odbierze.
~ Kogo?
- Podeślę Ci ich zdjęcie.
~ Okej... Do zobaczenia, muszę się jeszcze spakować.
- Do zobaczenia. - zakończyłem rozmowę.
- Kogo mamy odebrać? - spytała Polka.
Poszperałem chwilę w zdjęciach, dopóki nie znalazłem odpowiedniego. Dziewczyna zabrała mi telefon, dokładnie przyjrzała się temu co jej się pojawiło i chyba.. Przesłała je sobie.
- Teraz niech ona wie, na kogo ma czekać. - rzekłem, robiąc parze zdjęcie, które wysłałem Niemce. "To Sara z Mario"
- O której ma być? - spytał Chorwat.
- O 17:30. A Wy kiedy macie wylot?
- Dopóki Lena się nie znajdzie, nie wylatujemy. - powiedziała Sara, a mnie zamurowało. - Gdyby coś się działo, dzwoń. - partnerka Mandžukić'ia przytuliła mnie i razem opuścili pokój, pozostawiając mnie samego.


*Lena*
- Przemyślałaś to, co miałaś przemyśleć? - zaczął Zawadzki, siadając naprzeciw mnie.
- Nie ma czego przemyślać. Jestem pewna swoich uczuć.
- To sobie tu jeszcze posiedzisz. - rzekł, podnosząc się z krzesła.
- A co by było, gdybym jednak się zgodziła? - palnęłam, po chwili gryząc się w język.
- Wtedy wszystko wróciło by do normy. Więc radzę Ci to wszystko przemyśleć. - rzucił z uśmiechem, wychodząc z pokoju.
Muszę mieć plan, jak to wszystko rozegrać.


*trzecioosobowy; lotnisko Gdańsk Rębiechowo; godzina 17:30*
Sara z Mario już od piętnastu minut czekają na lotnisku. Gdy tylko usłyszeli, że samolot lecący z Monachium wylądował, poderwali się z miejsc i ruszyli do tłumu, wyczekującego na swoje rodziny i przyjaciół.
Polka zerkała co jakiś czas na telefon, na którym wyświetlało się zdjęcie Niemki.
Zuza także poszukiwała swoich tymczasowych 'opiekunów'. Jednak bez pomocy - wystarczyło jej namierzyć Mandžukić'ia.
Widok światowej sławy piłkarza na polskim lotnisku wzbudził nie lada zainteresowanie ze strony kibicowskiej młodzieży. Przylgnęli do niego niczym ćmy do światła, prosząc o autograf, czy zdjęcie. Mandžu spełniał prośby dzieciaków z uśmiechem, a Sara z radością fotografowała ich, gdy tylko poprosili. Muellerówna zauważyła, że w pewnym miejscu jest więcej ludzi niż zwykle, więc postanowiła tam podejść.
Przez chwilę nikt jej nie zauważał, postanowiła cierpliwie poczekać, nie narzucając się swoją obecnością. Może nic nie mówiła, bo nie wiedziała, co powiedzieć?
- Ehm... Hej. - zaczęła nieśmiało. Sara momentalnie się odwróciła.
- Zuza! Witaj, jestem Sara. - powiedziała do niej z uśmiechem. - A tam, oblegany przez ludzi jest Mario.
- Holger za dużo mi nie tłumaczył... Co się stało z Leną?
- Jak będziemy u mnie to na spokojnie się wszystkiego dowiesz. - odpowiedziała jej Polka.
- Okeej.
Niemka otrzymała SMSa od Badstubera: "Jak minął lot?". Ta mu odpisała: "Nie narzekam.". Szybko schowała komórkę, bo usłyszała głos Sary:
- Zuza, jedziemy!
Mueller zarzuciła z powrotem torbę na ramię i ruszyła za dziewczyną i piłkarzem, który trzymał ją za rękę.


*Lena*
Ta bezczynność, to siedzenie w miejscu... dobijało. W dodatku musiałam iść do łazienki...
- Bartek, do cholery ciasnej, rozwiąż mnie! - wrzasnęłam. - Albo chociaż umożliw mi wyjście do łazienki!
Zawadzki wszedł do pomieszczenia i ruszył zabarykadować wszystkie okna w pomieszczeniu i w łazience.
- Proszę. - rzekł, rozcinając liny.
Rozmasowałam nadgarstki, idąc za potrzebą.. Mimo że byłam sama, czułam, że jestem obserwowana... Nie było to za przyjemne uczucie. Ta jego obsesyjność... Brakowało mi miłości, jaką dawał mi Holger... Ogólnie strasznie mi go brakowało. Jego bliskości, jego głosu, jego dotyku...
Nie chciałam znów stawać twarzą w twarz ze swoim byłym, ale musiałam tam wrócić. Strasznie cuchniało, nie dało się wytrzymywać... Opuściłam pomieszczenie, zatrzaskując za sobą drzwi. Znów byłam sama.


_________________________
To gdzie są osoby, które chcą mnie zabić? XD Nie boję się, hehe :v No może Kornelii, co mi jutro w szkole kości porachuje XD
I wgle powitajcie naszą nową bohaterkę - Zuzę, przyjaciółkę Holgera, która pomagała Mu się pozbierać po wyjeździe Leny :)) nie martwcie się, nie namiesza niczego, tylko pomoże, hehe :D

Komentujcie :D


Pytania?

poniedziałek, 12 maja 2014

Jedenastka - „Początki naszej historii...”

ANKIETA ----------------------------------->
*Lena*
Oby chłopcy nas nie przejrzeli. I oby nie zamknęli drzwi od pokoju ma klucz.
Szybko opuściłam hotel i pobiegłam na swoje osiedle. Chwała bogu, że ono jest tak blisko zajazdu, w którym się zatrzymali piłkarze. Chwała bogu, że supermarket jest czynny całą dobę. Oby było tam wszystko, czego potrzebuję.
Skinęłam głową w stronę kasjerki i ruszyłam na 'bój' z czasem. Pierw mazaki. Dział szkolny. Są. Ale tylko zmywalne. Cóż, szkoda, ale ważne, by jakieś były.
-  Ale będą mieli kolorowe buźki. - mruknęłam do siebie, idąc w stronę działu spożywczego.
Po chwili, mając wszystko, co potrzebuję, ruszyłam do kasy i zapłaciłam za to. Ruszyłam pędem do mieszkania. Gdy byłam w środku, namierzyłam garderobę. Wyszarpałam z góry torbę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Nawet szybko się uwinęłam - rzeczy, które potrzebowałam, miałam zapakowane w przeciągu dziesięciu minut. Rekord świata, normalnie.
Usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Badstuber. A któżby inny? 
~  Lena. ~ odetchnął z ulgą, gdy tylko odebrałam.
-  Jestem u siebie. Kończę pakowanie. - westchnęłam.
~  Ile mam jeszcze czekać?
-  Chwilę. Kocham Cię. - zakończyłam rozmowę i przeniosłam się do sypialni.
W jednej z szafek miałam pewną szczególną rzecz... Całe moje dzieciństwo i  lata młodzieńcze w jednym miejscu... Ułożyłam go na wierzchu torby. Poszłam jeszcze do łazienki, z której zabrałam kosmetyczkę i opuściłam lokum.
Witaj nowe życie. - pomyślałam, gdy opuszczałam klatkę.
Gdy pokonałam większą część drogi, usłyszałam, jak ktoś nawołuje moje imię, na co momentalnie przyspieszyłam kroku. Lekko obróciłam głowę i oniemiałam. Bartek. W dodatku nieźle wstawiony. O nie.
-  Leno, wróć! - darł się jak opętany. -  Kocham tylko Ciebie!
Starałam się biec jak najszybciej, ale torba. Cóż, trzeba sobie radzić, życie.
Kilka minut później byłam już w hotelu. Starałam się unormować oddech, by Holger niczego nie zwęszył.
-  Nareszcie jesteś! Myślałem, że okresu dostanie, tak się martwił o Ciebie! - rzucił Bastian, gdy tylko weszłam do ich pokoju. Zauważył torbę i dodał -  Widzę, że nieźle się przygotowałaś...
-  Większość to moje rzeczy. - pokazałam mu język. -  Ale spokojnie, to też mam. - położyłam bagaż na łóżku Gomeza i otworzyłam go.
-  W idealnym stanie go zachowałaś... - szepnął Badstuber, sięgając po album.
-  Co to? - spytał Bawarczyk.
-  Jak miałam nie dbać o część mnie i mojego życia?
-  Powiecie mi dziś, co tam jest takiego ważnego?! - jęknął, opadając na swoje łóżko.
Początki naszej historii... - odpowiedzieliśmy mu zgodnie.
Basti usiadł obok mojego chłopaka i z zainteresowaniem przyglądał się fotografiom na pierwszej stronie. Przedstawiały one Holgera i mnie wraz z moim ojcem...
-  O jaka słodka Lencia! - zaśmiał się pomocnik.
-  Miałam wtedy jedenaście lat... Może i byłam słodka...
-  Nadal taka jesteś. - poczułam dłoń obrońcy, zaciskającej się na mojej talii.
-  Wymolestujecie się wzajemnie, jak zasnę, teraz chcę więcej Waszych zdjęć!


*Holger*
Chyba nigdy nie widziałem, żeby Bastian z takim zapałem słuchał tego co mówię. A raczej mówiliśmy, w końcu to tyczyło jej i mnie. Na szczęście nie zadał 'najważniejszego' pytania: co sprawiło, że straciliśmy te sześć lat. Na szczęście.
-  Mamo, przez Was dostałem cukrzycy. Insuliny! - zaśmiał się Schweini.
-  Bastian, idź spać! - jęknąłem.
-  Jutro nie wstaniesz!
-  Jakie jutro? Jest już wpół do pierwszej! - pokazał godzinę w telefonie.
-  O cholercia... Do łóżek, migiem! - zarządziła dwudziestolatka, grzebiąc w telefonie. Pewnie budzi nastawiała.
-  To nie teraz idziemy? - spytał zrezygnowany Schweinsteiger.
-  A co, dołączasz się?
-  Ja? Zawsze!
-  Większa satysfakcja rano będzie. - mruknąłem.
-  Jak nie wstaniecie mi rano, to wytarmoszę Was za te piękne główki! Gasimy światła! - położyła się w głębi mojego łóżka, spoglądając na mnie wyczekująco. Z uśmiechem na twarzy zająłem miejsce obok niej i po chwili w trójkę już spaliśmy.


*trzecioosobowa; poranek około 6:30*
Drzwi od pokoju Dortnundczyków po cichu się otworzyły. Cała trójka w najlepsze sobie chrapała. Holger zrobił im zdjęcie -tak jak Bastian i Lena- ledwo wstrzymując się przed śmiechem.
-  Lena, nagraj to! - Badstuber podał urządzenie swojej partnerce, a ta podała mu 'narzędzia zbrodni'.
Wraz ze Schweinsteigerem ruszył do kolegów z reprezentacji i przystąpili do czynu, pozwalając na chichoty.
-  Spokój! - skarciła ich etatowa 'kamerzystka'.
Po kolei obsmarowali ich bitą śmietaną i porysowali mazakami Mario, Marco i Mario. Dziecinada, ale satysfakcja była.
-  Już? - spytała Losensky, na co obaj kiwnęli głowami i podeszli z powrotem do dziewczyny. Bastian puścił na głośnik alarm, a trójka piłkarzy poderwała się jak oparzona, zatykając sobie uszy.
-  Was to do cholery pojebało i to równo?! - jęknął Goetze, który poczuł, że ma coś na dłoniach.
Dwudziestolatka wyłączyła nagrywanie i gazem wybiegli z pokoju.
-  A nie mówiłem? - mruknął Reus, kierując się do łazienki.
Czatujący w korytarzu trójka 'złoczyńców' gdy tylko usłyszała zrozpaczony krzyk, dobiegający z pokoju piłkarzy Schwarzgeld, wybuchli śmiechem, który chyba słyszał cały hotel. Ale gdy usłyszeli głos Gomeza, który stawał się coraz głośniejszy w trymiga znaleźli się w pokoju Bawarczyków.


*Holger*
Nasz plan udał się jak Cię patrzeć. Chyba do końca popamiętają, że z nami się nie zadziera.
-  Zamknijcie drzwi! - pisnęła Lena, gdy tylko wbiegliśmy do środka.
-  Trzeba to teraz ładnie dodać... - mruknąłem, gdy filmik się ładował.
-  Lena, będą gęby pucować... - zaśmiał się Schweini, ale posłusznie przekręcił klucz w zamku.
"Miła odpłata za zdjęcie od Leny, Bastiana i mnie.". Może być?
Usłyszeliśmy walenie do drzwi. Pewnie Gomez. Ale zaraz przestał, chyba przypomniał sobie, że są tu inni, którzy chcą spać.
-  Jasne, może być. - Losensky wyszczerzyła się do mnie.
Wpisałem opis załącznika, który po chwili znalazł się na tablicy.
-  Holguś... O której wylatuje Sara z Mario? - szczerze to nie wiedziałem. Wzruszyłem ramionami, kręcąc przecząco głową. -  Wypadało by wiedzieć.
-  Ale nie zadzwonisz o siódmej rano!
-  No nie, spokojnie. - zmierzwiła mi włosy. -  Zadzwonimy potem.
-  Okeeej. Ja skoczę się odświeżyć.
-  Zamawiam łazienkę po Holgerze! - oznajmiła, licząc, że Schweini ją usłyszy. Leżał na łóżku ze słuchawkami w uszach, więc raczej nie usłyszał.
Wziąłem potrzebne mi rzeczy i poszedłem do łazienki. Letnia woda spod prysznica pozwoliła mi się wybudzić i rozluźnić na cały dzień. Po chwili wyszedłem z kabiny, wytarłem się i ubrałem w ubrania, które miałem mieć na sobie przez kilka dobrych godzin. Potem garnitur na wyjazd.
Zaraz po wyjściu z pomieszczenia zatrzymałem się. Czegoś mi brakowało. A raczej kogoś...
-  Gdzie Lena? - spytałem, rozglądając się po pokoju.
-  Powiedziała, że musiała wyjść. Za godzinę ma wrócić.
-  Gdzie poszła?
-  Coś o ciotce mówiła.
-  Ahh, rozumiem. - pewnie poszła porozmawiać o wyjeździe. Ale że tak wcześnie?


________________
POTRZYMAM WAS W NIEPEWNOŚCI XDDD Nie zabijecie mnie, pamiętajcie :3

Nie mogłam nie dodać zdjęcia Holgera i Mario, sorka :D

A to je jeszcze lepsze :D Czo ten Piluś? :3
Pytania?

poniedziałek, 5 maja 2014

Dziesiątka - „Czy Ty aby nie przesadzasz?”

ZAPRASZAM DO UDZIAŁU W ANKIECIE, O TUTAJ -------->

*Lena*
Holger wręcz ubłagał mnie, bym wróciła z nim do hotelu. A Loew zareagował wielką radością, gdy tylko mnie zobaczył.
- I gdzie Ty się narzucasz? - mruknął do mnie, gdy wracaliśmy do zajazdu.
Nic nie odpowiedziałam, tylko westchnęłam. Okej, to wspaniale, że chce być ze mną w każdym miejscu, no ale... nie chcę by się na mnie wykosztowywał...
- Lena nawet nie myśl o tym.
- No ale...
- Ani słowa sprzeciwu!
- Ale i tak muszę wrócić do siebie, bo muszę się spakować i oddać klucze. - wtrąciłam.
- Kurczę, o tym nie pomyślałem. - Tak, złapałam go! *ta radość* - Ale na pewno nie teraz zaraz. Jutro też jeszcze mamy.
- Ej, to może Bastian i ja wyniesiemy się do Gece i Rojsa, byście sami byli, co? - rzucił Gomez, który siedział za nami.
- Gomez baranie, stul ryj, choć raz w życiu...
- Już sobie przesrałeś chcesz jeszcze bardziej? - wtrąciłam się w jakże miłą wymianę zdań.
- Człowiek nawet nie może niczego stwierdzić, bo już mu łeb suszą. - mamrotał pod nosem, zakładając słuchawki na uszy.
- Przynajmniej o jednego mniej. - mruknęłam z satysfakcją w głosie.
- Bo ta dwójka jeszcze się nie
odezwała. - Mario Goetze oplótł rękoma oparcie fotela, opierając na nim brodę. - Ale dziś odpuścimy, bo wiemy, że Holgi to mądry chłopiec i 'głupotek' nie odwali, nieprawdaż?
Badstuber zakrył twarz bluzą. Wolał się wstrzymać przed kolejną... niekulturalną rozmową.
- Boże, widzisz i nie grzmisz. - wymamrotał.
***

Po kilkunastu minutach nawialiśmy od 'towarzystwa', poszliśmy do 'naszego' miejsca - ogrodu tuż przy hotelu.
-  Oby nie poszli za nami. - mruknął, gdy siadaliśmy na lekko mokrej trawie.
-  Nie powinni. - odparłam, opierając się o jego klatkę piersiową. Wsłuchałam się w regularny rytm bicia jego serca.
-  To jutro ostatni trening, pakujemy Cię i jedziemy do Warszawy. - poinformował mnie o swoim planie. - I bez słowa sprzeciwu.
-  Sarze będę musiała powiedzieć... - westchnęłam.
-  Kilku dni bez siebie nie wytrzymacie?
-  Nie-e. - obrońca w odpowiedzi westchnął teatralnie. Zapadła chwila ciszy, którą przerwał swoim chichotem:
-  Zuza się zdziwi, jak Cię zobaczy...
-  Zuza? - uniosłam brew ku górze.
-  Nie pamiętasz córki zastępcy Twojego taty? Ona... Pomagała mi się pozbierać, gdy wyjechałaś...
Przytuliłam go z całej siły.
-  Przecież wiesz, że sama bym nie opuściła Monachium... - szepnęłam, czując łzy spływające po policzkach.
-  Wiem, Słońce, wiem. - cmoknął mnie w czoło, jednocześnie obejmując moją talię.
***

-  Chodź, bo to łóżko tam bez Ciebie nie jest łóżkiem. - argumentował, ciągnąc mnie za sobą przez hol.
-  Twoi koledzy nie będą szczędzić ciętych komentarzy, gdy tylko tam wejdziemy razem.
-  Aż tak się nimi przejmujesz? - jęknął, zatrzymując się.
-  Szczerze, to mam ich głęboko w szafie, ale momentami mam ochotę się na nich przez to rzucić.
-  Czyli muszę Cię jakoś wkurzyć, byś się rzuciła... no nie wiem, na przykład na... łóżko? - puścił mi oczko, a ja w chwilę skumałam o co mu chodzi.
-  Osz Ty fizyku od siedmiu boleści! - fuknęłam, krzyżując ręce na piersi.
-  Takie są prawa skarbie. - mruknął, przyciągając mnie do siebie.
- A od kiedy Ty takimi rzeczami się interesujesz?
- No wiesz... Chodziło się do szkoły i spamiętało się takie rzeczy.
-  Mnie nie uczyli o czymś takim.
-  Ale skądś musiałaś wiedzieć, bo od razu się skapnęłaś.
Westchnęłam ze rezygnacją. Dalsze drążenie nie miało sensu.
-  Chodź mój Ty uczniaku, bo cisza nocna już obowiązuje, a na sto procent ktoś się napatoczy.
Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę ich pokoju. W środku czekał na nas tylko... Tylko Schweini.
-  Powiedział, że śpi u Goetzeus'a. - odparł Bastian, gdy Holger spytał się go, gdzie wywiało Mario.
-  Wiedział, że zmanipulujesz mną tak, bym jednak tu przyszła. Teraz pewnie sobie myśli „Ona to za nim w ogień skoczy”. - rzuciłam, śmiejąc się.
-  A żebyś wiedziała! - zaśmiał się ze mną Schweinsteiger. - Dobra, róbta co chceta, a ja idę pod prysznic. Macie pół godziny i wracam!


*Holger*
Nawet Bastian... Na szczęście to ostatni dzień tu, a w Warszawie się jakoś załatwi... Joachim polubił Lenę i to bardzo.
Leżeliśmy razem, wsłuchani w ciszę, nasze oddechy i bicia naszych serc.
-  Lena... - szepnąłem, przejeżdżając dłonią po jej policzku - kocham Cię.
Uśmiechnęła się, jednocześnie przysuwając się do mnie i łącząc nasze usta w pocałunku.
Naszych uszu dobiegło czyjeś westchnienie. Oderwałem się od dziewczyny i rozejrzałem po pomieszczeniu. Prócz naszej dwójki był jeszcze Bastian. Bastian? 
-  A Ty tu co...
-  Żyję, oddycham, stoję... Wymieniać dalej? - zamyślił się.
-  Chodziło mu o to, że tak szybko się uwinąłeś... - westchnęła Niemka.
-  Szybko? Ja tu od dwudziestu minut się Wam przyglądam. Słodko razem wyglądacie, wiecie?
Lena zaśmiała się cicho, podnosząc się z łóżka.
-  Holgi... Użycz mi coś od siebie, skoczę pod prysznic.
Schyliłem się do torby i sięgnąłem to czego potrzebowała.
-  Ręczniki są w środku! - rzucił Schweini, gdy Lena znikała w łazience.
-  Zdążyłam zauważyć! - zawołała.
Basti rozwalił się na łóżku, szperając w telefonie, a ja zabrałem się za przygotowanie miejsca do spania dla nas. Trwalibyśmy w ciszy, ale przerwał ją donośny śmiech pomocnika.
-  Schweinsteiger, bo się udusisz!
-  Jak mam się nie śmiać, skoro to co widzę sprawia, że mam ochotę tarzać się po podłodze?
-  Pokaż mi to. - zarządziłem.
-  Jakby co, to nie ja. - zarzekł się, podając mi urządzenie.
Na wyświetlaczu pojawiło mi się zdjęcie... Był na nim Goetze, Gomez i... Właśnie kto? Hotelowy pokój... Zauważyłem twarz Leny... CO?! TO MY?! Jak?!
Pozdrawiamy naszych gołąbków! Szczęścia! Wiemy, że to widzicie. Wasi kochani Reus, Goetze i Gomez” - tak brzmiał jego podpis.
Jakim cudem zrobili nam to zdjęcie?!
-  Niech ja ich tylko... - warknąłem, oddając mu ten cholerny telefon.
-  Do nich idziesz?
-  Nie wiesz, idę do Leny pod prysznic.
-  Lena wyszła już. - Losensky jak zwykle uśmiechnięta, jednak po zobaczeniu wyrazu mojej twarzy i jej zrzedła mina. -  Holger... Co jest? Bartek, czy co? HOLGER!
-  Zobacz. - Basti pokazał jej to co mi. Ta w przeciwieństwie do mnie zaczęła się śmiać.
-  Chyba palma im odbiła, albo słoneczko przygrzało. W ogóle to ciekawe, jak zrobili to zdjęcie...
-  Lena... - jęknąłem. Ta podeszła do mnie i zarzuciła mi ręce na szyję. -  Zróbże coś, bo się do nich przejdę.
-  Spokojnie. I my możemy zrobić im kawał... - rozmarzyła się. -  Tylko trzeba wstać bardzo wcześnie.


*trzecioosobowy narrator; pokój Reus'a i Goetze'go*
-  Ciekawe, jak szybko to zauważą... - westchnął Goetze, zwisając głową dół z łóżka.
-  Ciekawe, jak zareagują... - zaśmiał się Gomez.
-  Wypadałoby zabarykadować drzwi, bo do wszystkiego mogą być zdolni.
-  Marco, czy Ty aby nie przesadzasz? Żeby za zwykłe zdjęcie chcieli nas obsmarować mazakiem wodoodpornym?
-  Nigdy nic nie wiadome, ale... - dokończenie myśli przez Reus'a przerwało czyjeś pukanie do drzwi.
-  Wejdź!
- Hej chłopcy, nie ma ktoś z Was pożyczyć suszarki do włosów?
 W dwójkę spojrzeli wyczekująco na snajpera Borussii, który wygrzebał z torby potrzebną dziewczynie rzecz.
-  Jak skończę, to odniosę! - zawołała, zamykając za sobą drzwi.
-  Ile mogła z tego usłyszeć? - Reus był ciut przerażony.
-  Czego mamy się bać co? Niczego. - koledzy z reprezentacji sprowadzili go na ziemię.


*Holger*
Niemka przedstawiła nam swój plan: mieliśmy z samego rana -albo i w środku nocy- zakraść się do pokoju Dortmundczyków, wysmarować ich bitą śmietaną oraz porysować mazakami i czaić się, by to nagrać, gdy tylko się obudzą. Dziecinne, prawda? 
-  Ale mazaki to wodoodporne? - spytałem, gdy tylko Lena wróciła, trzymając coś w ręku.
-  Wolałabym wodoodporne, ale wiesz... Nie chcę byśmy mieli przypał. - odparła, kierując się do łazienki. -  Bastian, pleciugo, nawet się nie waż wygadać!
-  Dobrze, dobrze. - mruknął Bawarczyk.
-  Holgi brałeś już prysznic? - wyłoniła się zza drzwi.
-  A co, chcesz się przyłączyć?
-  Nie dziś. - wyszczerzyła się. -  Muszę iść przecież do sklepu, kupić potrzebne nam rzeczy, a do tego potrzebuję suchych włosów. Chyba że znajdziecie mi kilka bitych śmietan w spreju i kilka mazaków w torbach.
-  Aaaa... To łazienka jest Twoja.
-  Dziękuję! - odkrzyknęła i włączyła urządzenie. Ale zaraz... Skąd ona strzasnęła suszarkę?!
-  Lencia... Skąd masz suszarkę? - zapytałem, starając się przegłuszyć powiewy ciepłego powietrza.Gdy usłyszała moje pytanie, wyłączyła ją i odłożyła na szafkę.
-  Od Marco.
-  Do nich poszłaś?
-  No gdzieś musiałam! Poza tym ogarniałam teren
-  I jak? - mruknąłem.
-  Powiem Ci, że mamy łatwo. - zatarła ręce. -  A i jeszcze jedno... Obgadywali nas. - uniosłem brew ku górze. -  Spokojnie, udałam, że nic nie słyszałam.
-  Co mówili?
-  Goetze boi się, że wysmarujemy ich mazakami wodoodpornymi. Cholera mądra to, ma niezłą intuicję.
-  Trzeba jakoś pokazać, że nie planujemy niczego wobec nich... Musisz wyjść niezauważalnie.
-  Spokojnie. - cmoknęła mnie w czubek nosa. -  A teraz daj mi wysuszyć głowę, bo zamkną nam ostatni sklep i nici z planu. Może po drodze skoczę do siebie, po trochę rzeczy...
-  Ale wrócisz, masz wrócić. - szepnąłem, przejeżdżając dłonią po jej talii.
-  Wrócę, wrócę. I tak nie za dużo wezmę ze sobą.
-  Taką mam nadzieję. - uśmiechnąłem się lekko. -  Pójść Ci po ubrania?
-  Po spodnie, jak mógłbyś.
Wyszedłem z pomieszczenia, a ona wznowiła przerwaną czynność. Przyniosłem jej potrzebne ubranie i wróciłem do pokoju. Bastian rozmawiał z Sarą, czyli był całkowicie wyłączony ze świata.
Wszedłem na Facebook'a i znów na głównej wyskoczyło mi to zdjęcie. Szczerze to już inaczej na nie zareagowałem. Normalnie. Nawet zaśmiałem się z tej pomysłowości przyjaciół.
Ta fotografia musiała być zrobiona rankiem drugiego dnia pobytu tutaj, bo właśnie wtedy Lena 'przyszła' do mnie po tym jak rzuciła tego Bartka...
Bartek.. Zaraz... Przecież ja nie mogę jej puścić samej!
-  Zaraz wrócę. - głos panny Losensky sprawił, że wróciłem na ziemię.
Najwyraźniej poszła odnieść suszarkę Reus'owi. Po chwili już wróciła, ale szybko zniknęła w łazience ubierając się do wyjścia.
-  Nie możesz iść sama. - szepnąłem, chwytając ją w talii.
-  Spokojnie, nic mi się nie stanie. - pogładziła mnie po policzku. -  Jakby co, to zadzwonię. A poza tym postaram się szybko uwinąć.
-  Lena...
-  Też Cię kocham. - cmoknęła mnie w usta, zgarnęła torebkę i wyszła z pokoju.
Co mi pozostało? Wierzyć w jej słowa, że nic się jej nie stanie.


________________________
Znowu wspomniane o Bartku, hehe XD W kolejnym raczej mnie zabijecie, hehe :v Chociaż nie, nie zabijecie... Holger mnie obroni XDD

Coraz bliżej wielkiego powrotu ♥

Pytania?