*ewakuuje się do Pierre'go* NIE ZNAJDZIECIE MNIE, NIE ZABIJECIE ZA ROZDZIAŁ, HEHE :3 :v
*Gdańsk*
- Co za suka - warknął Bartek, widząc, że jej nie ma. - Tyle dla niej poświęciłem, a ona jeszcze mi nawiała... Już mnie popamięta...
*Lena*
- Witamy w domu. - szepnął, wybudzając mnie ze snu. Przetarłam oczy i rozejrzałam się w koło. Zuza z Sarą i Mario zapinali pasy, gdyż podchodziliśmy do lądowania. Czyli to nie był sen. Wracaliśmy do Monachium, do mojego domu.
- Nawet nie wiesz, ile na to czekałam. - uśmiechnęłam się pod nosem. Ścisnął moją rękę, a samolot powoli opadał w dół.
Wylądowaliśmy w Oberpfaffenhofen Airport, w lotnisku, na którym żegnaliśmy się ze sobą sześć lat temu...
- Minęło prawie sześć lat...
- Kilkunastu dni zabrakło. - dodał cicho. - Już nigdy Cię nie zostawię. - przytulił mnie od tyłu.
- A ci znowu to samo... - westchnął Mandzu, a Sara szepnęła mu coś na ucho. - A to przepraszam. - spuścił odrobinkę głowę.
- Nic się nie stało, nie wiedziałeś. - Holger uśmiechnął się blado, zgadując co miała na myśli.
- Chodźcie, idziemy po walizki. - pierwszy raz, od momentu wejścia do samolotu odezwała się Zuza.
- Ekhem, Holger... - urwałam, czując jak cmoka mnie w szyję. - Ty wiesz, gdzie jesteśmy, co nie?
- Wiem. Ale chcę zatrzeć złe wspomnienia związane z tym miejscem tymi lepszymi.
- Albo chcesz by fani się na nas rzucili. - Mario pokazał mu język.
- Dobra, już idziemy... - ujął moją dłoń i ruszyliśmy po swoje walizki.
***
- Zuzaaaa, jak daleko jest od nas do Ciebie? - spytała Sara, gdy znajdowaliśmy się przy ulicy, na której znajdowały się nasze domy. Czystym przypadkiem wszyscy mieliśmy mieszkać na tej samej ulicy. Tak, to przypadek.
- Wy macie jaki numer domu?
- 13. - oparł Mario.
- Ja 23, więc...
- Pięć domów, a między nami jest dom Leny i Holgera. - dokończyła za Zuzę Schneiderówna.
- Czyli blisko. To my idziemy do siebie, pa - pomachali nam i ruszyli pod '13'.
- Ja też idę, potem się zgadamy. - Niemka cmoknęła nas w policzki i pognała do siebie.
- To co, my też idziemy, czy coś innego masz w planach?
- Eee.. Poczekaj chwilę. - zabrał mi torbę i poleciał pod 17, gdzie miałam z nim mieszkać. Ciekawe, co wymyślił...
Długo nie czekałam. Po góra trzech minutach zbiegł po schodkach i dotarł do mnie. Następnie przerzucił mnie sobie przez ramię, niczym worek ziemniaków i zadowolony ruszył przed siebie.
- Wygodny transport, wiesz? - skomentowałam z sarkazmem, gdy przemierzał długość podjazdu.
- A o to mi chodziło. Jeszcze wygodniej Cię czeka w domu. - nie musiałam się na niego patrzeć, by wiedzieć, że się szczerzy.
- Fizyk od siedmiu boleści. - warknęłam, starając się zabrzmieć na złą, co mi nie wyszło.
- A Ty jesteś zboczona i co?
- Ja? Zboczona? Niby czemu?
- Bo pomyślałaś, że mam zamiar Cię zaliczyć. - odpowiedział bezpośrednio, stawiając mnie na ziemi. Byliśmy przed wejściem do środka. Podał mi klucze i gestem ręki wskazał, bym otworzyła drzwi.
- Czy tak nie robią przypadkiem małżeństwa?
- Mam Cię przez próg przenieść? - spytał z udawanym przerażeniem, po czym obrócił się do wyjścia i zaczął wymachiwać rękoma, wołając. - Nawet się nie oświadczyłem, a ta mi ze ślubem wyskakuje!
- Jezu... Zamknij się, proszę.
- To mnie zamykaj, ja nigdzie nie uciekam.
Wsunęłam klucz do kieszeni od spodenek i odwróciłam się do niego przodem. Złapałam jego ręce, którymi nadal machał jak nie powiem kto i pociągnęłam je w dół. Przycisnęłam go do ściany i zatknęłam mu usta... Swoimi.
- Na to czekałem. - odparł, gdy niewiele odsunęłam się od niego. - Ale nigdzie mi nie uciekaj, Pani Dominująca. Żądam równouprawnienia!
- To może wejdziemy do środka? - zaproponowałam sprytnie.
- Ach, wystarczy tylko napomknąć, a od razu wie o co się rozchodzi. - zaśmiał się.
Otworzyłam drzwi kluczem i znaleźliśmy się w środku. Przesunęłam się obok naszych walizek i przeszłam do salonu. Na jednej z komód stało kilka ramek ze zdjęciami... Gdy podeszłam bliżej, ujrzałam osobę, która znajdowała się na nich. Była to... Ja. Moje zdjęcia. W większości byłam na nich sama, a na reszcie z nim. Uchwyciłam jedno z nich i przyjrzałam się mu. Przytulał mnie na nim do siebie, a jego usta dotykały mojego policzka... Chyba nie tylko ja czułam już wtedy coś więcej...
- Gdyby nie to, co się wydarzyło, byśmy byli razem ponad pięć lat, wiesz?
- Gdybyś tylko wtedy potrafił mi powiedzieć.. Wszystko by się inaczej potoczyło...
- Nie tylko ja, Ty też mogłaś. - przytulił mnie do siebie od tyłu.
- Wtedy, jeśli się nie mylę, to chłopak prosił dziewczynę o chodzenie. Nie wiem, jak dziś. W sumie to.. u nas wyszło to samo z siebie. - odchyliłam głowę i cmoknęłam go w policzek. Odrobinę przesunął twarz i złączył nasze usta w kolejnym dziś pocałunku. Jego ręce pomogły mu obrócić mną, by było nam o wiele wygodniej. Przylgnęłam do niego całym ciałem, ale nadal czułam, że to niewystarczająco blisko. On chyba to samo odczuwał, bo powoli przemierzał ze mną pomieszczenie, dziękując w duchu, że sypialnię uiścił na parterze, a w dodatku drzwi były od niej otwarte. Prowadził mnie, nas na łóżko.
- Masz zamiar w ubraniach..? - zaśmiałam się cicho, nie przerywając pieszczoty.
- Nie, wolę Cię najpierw poprzygniatać trochę. - specjalnie się na mnie pokręcił, by po chwili się ze mnie podnieść.
- Debil. - chcąc uniknąć kolejnej takiej sytuacji, także powróciłam do pozycji siedzącej.
- I tak mnie kochasz.
- W to nie zaprzeczę. - odparłam pewna. Wyszczerzył się z wyższością i powoli przesunął dłońmi po długości mojego tułowia. Złapał za skrawki materiału koszulki i zaczął ją ze mnie zsuwać.
- Starasz się być romantyczny, czy to zwykła gra wstępna?
- Hmm... I to i to. - przeciągnął ją mi przez głowę. - Nabrałaś kształtów, od kiedy ostatni raz Cię bez koszulki widziałem.
- O jezusie... - spuściłam głowę ze wstydu w dół, czując, że się rumienię, co jest niezwykle rzadkim zdarzeniem.
- Skarbie, nie musisz się wstydzić. Od dziś codziennie przyjdzie mi to widzieć. - schylił się i pocałował mnie w brzuch, tuż pod dekoltem. Przy kolejnym całusie odrobinę przygryzł mi skórę. Zadrżałam, to raczej od przyjemności. - Wiesz, że mi Ciebie brakowało?
- Widzę, wiem i czuję. - uśmiechnęłam się, gdy jego ręce zsunęły się na moje plecy i powoli pochyliły, bym dotknęła materacu. Znowu się na mnie położył, chyba coś się mu nie spieszy.
- Mamy całe popołudnie, nikogo nie zaprosiłaś chyba.
- Nie, mamy tylko siebie. - uniosłam głowę i zamknęłam mu usta swoimi, jednocześnie łapiąc koszulkę, która jeszcze zdobiła jego klatkę piersiową. Odsunęłam się raptem na sekundę, by ją z niego ściągnąć i powróciłam do skradania pocałunków z jego warg. - Hmm, czyżbyś teraz Ty dominował?
- I tak ma być.
- Eee, nie zapędzaj się. - zaśmiałam się, próbując przejąć inicjatywę. - Ja tu rządzę.
- Ty się nie zapędzasz? - z drobnymi trudnościami, ale udało mi się go obrócić, bym mogła na nim usiąść. - Chyba specjalnie wybrałaś TO miejsce... - jęknął, a ja poczułam pewne przyjemne wybrzuszenie...
- Hmm... Specjalnie. - z triumfem na twarzy pochyliłam się nad nim, rękoma jeżdżąc po jego brzuchu.
- Nie pomagasz tak robiąc. - starał się brzmieć normalnie, ale nasza pozycja mu w tym nie pomagała. - Pozwoliłabyś się mu uwolnić, co?
- A mogę Cię pomęczyć?
- Lepiej nie, proszę. - rzucił błagalnie.
- Hmm, a czemu nie? - chciałam się z nim troszkę podroczyć.
- Lenuś, proooooszęęę. - pokręciłam przecząco głową. - Jeśli nie zmienisz zdania, wylądujesz na moim miejscu. - zagroził.
- O nie, tego nie chcę.
- Grzeczna dziewczynka. - wymruczał, podnosząc się, by pocałować mnie w szyję.
- Ale ja jeszcze się nie zgodziłam.
- Lenuś... - poczułam jego oddech na skórze. - Wiesz, ile czekałem na Ciebie, prawda? Ty też tyle na mnie czekałaś...
- Wiem..
- To na co czekasz? Znasz mnie, jak nikogo innego. Tylko Ty masz tu dostęp, nikt inny.
- Nadal prawiczek?
- Nie chodzi o to... Po prostu... Cały czas liczyłem, że tylko z Tobą uda mi się to zrobić. Tylko Ciebie darzyłem i nadal darzę najszczerszymi uczuciami.
Jego wyznanie sprawiło, że poczułam się niczym jakaś księżniczka, tak bardzo wyjątkowa...
- Jestem tylko Twoja. - szepnęłam.
- A ja Twój. - lekko mną uniósł, by pozbyć się ze mnie spodenek. Takim oto sposobem zostałam niemal rozebrana, a on triumfalnie na mnie spoglądał. Patrzał na mnie, jak nikt inny, nawet jak Bartek.. Spojrzeniem pełnym miłości, całkowitego oddania i pragnienia...
Przyciągnął mnie do siebie, zachłannie całując. Tylko go potrzebowałam do szczęścia, nikogo więcej.
*Holger*
Teraz wreszcie ją miałem TYLKO dla siebie. Oddaną tylko mi... Czego chcieć więcej? Nie musiała mi tego pokazywać w możliwie najwyższym wymiarze miłości, nie potrzebowałem tego. Potrzebowałem jej, jej obecności, dotyku, bliskości, głosu... Ale skoro wyszło, co wyszło...
- Holger... - jej jęk przywołał mnie na ziemię. - Z-zaginąłeś m-mi, wrac-caj.
- Jestem. - nie przerywając powolnych pchnięć, cmoknąłem ją w dekolt.
- Nie od-odchodź, proszę.
- Będę zawsze.
Nic więcej nie powiedziała, bo jej jęki zaczęły powoli przezwyciężać jej silną wolę. Zawsze wierzyłem, że kiedyś wszystkie mojej myśli z nią związane się spełnią. Jedne z nich, można rzec, że nawet te najlepsze, właśnie teraz się urzeczywistniają. Jej ciało jest dla mnie na wyciągnięcie ręki, wręcz jest zdana na mnie...
Moje ruchy w niej stały się odrobinę szybsze i płytsze, a odgłosy przyjemności stawały się jeszcze bardziej słyszalne.
- N-nie od-dchodź! - wykrzyknęła, gdy osiągnąłem swój orgazm. Dołączyła się chwilę po mnie.
- Nigdzie nie odejdę Słońce, zawsze będę. - wysapałem, zatapiając się w jej szyi.
- N-nie musisz t-tego robić. Chyba w-większość ludzi w-wie, że jestem T-twoja.
- Mimo to chcę, by to było bardziej widać. - wymamrotałem, nie odsuwając ust choćby na nanomilimetr.
- Chyb-ba jak będę mieć kitkę, albo koka, to wtedy będzie widać. - jej ciężkie oddechy wracały do normy. Chyba dobrze się spisałem.
- Ja będę i bez tego wiedzieć.
- Wiem. Tak w ogóle to Cię kocham.
- Nie musisz tego mówić-ja to wiem. - "przeniosłem" pocałunki na jej wargi.
- Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy. - odwzajemniła daną jej pieszczotę, znów próbując przejąć dominację... Tym razem bez mrugnięcia okiem poddałem się jej. Więc zaczynamy od nowa....
_______________________
Dobra, co pomyślałyście po przeczytaniu tytułu? Że będzie chodzić o to, co się tam działo? :3 Rozdział napisałam w sześć godzin, z czego połowa to było wyobrażanie sobie tego, co oni tam wyprawiają, mmmmmmmmmmm :3
![]() |
| O MÓJ BOSZ, TO ZDJĘCIE ZABRAŁO MI WSZYSTKO, ŻYCIE, ITD. MOJA NOWA TAPETA, PĄCZEK, TY I TWE ZACNE SPOJRZENIE, WYBACZCIE MI :v |










